bezimienny15 blog

Twój nowy blog

Zycie oby do przodu. Mija dzień, mija miesiąc, mija rok. Kończy się gimnazjum, kończy się liceum i studia też się skończą. Masowo rośnie ilość zawodowo życiowych sukcesów. Czy całe życie można przeżyć w wewnętrznym nieszczęściu? A może to rozczulanie się nad sobą? Może to normalne że ludzie są coraz to starsi i starsi, zakładają rodziny, awansują w pracy, zostają dziadkami a wewnętrznie wyczuwa się czasem nieszczęśliwość?
Najgorsze jest to że żródło mojego nieszczęścia jest żadne. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują że powinienm być najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, a przynajmniej nie ma przeszkód do bycia nim.
Skąd to się bierze?
Czasem myślę że bycie „zwykłym zjadaczem chleba”, stawianie sobie w życiu problemów typu „ona mnie nie kocha”, „jestem brzydki” jest swego rodzaju religią wielu z nas.
O religi mówi się że życie nie wierząc w nic by nas przytłoczyło więc wierzymy że coś jest bo tak nam wewnętrznie jest lepiej.
Ktoś kto ma problem polegający na „zakochaniu się” w kimś :) wyznacza sobie szczęscie i cel w życiu. Komuś kto ma kompleksy związane z wyglądem brakuje tak nie wiele do osiągnięcia szczęścia – wystarczy zmienić nastawienie do samego siebie i zadbać o wygląd.
Ale w czym tkwi mój problem?
Nie wiem jak długo będę żył i nie widzę jakiegoś celu. „ta jedyna” a dla mnie bardziej „bratnia dusza” celem życia nie jest. Może jedynie pomóc brnąć przez to życie. dzieci jako owoc wspólnej miłości tym bardziej bo cierpiałbym skazując je na życie w tym swiecie. Życie po życiu nie sądze aby było naszym celem a przynajmniej moim.
Życie oby do przodu, oby dalej, carpe diem jest straszne. Straszne zdając sobie sprawe ze do niczego to nie prowadzi. Można zjeść pączka i mieć z tego przyjemność tu i teraz. ale przeznaczenia, jakiegoś wyższego celu nie otrzymam ani przed ani w trakcie ani po delektowaniu się nim.
Oprócz stwierdzenia „skazany na sukces” ostatnio usłyszałem też „chłopie masz olbrzymi potencjał, masz potencjał do zrobienia czegoś wielkiego, nie zmarnuj tego”. W ostatnio usłyszanym fragmencie doszła jeszcze jedna rzecz: „… nie zmarnuj tego”. Czy to znaczy że mogłoby być coś co chociażby przeze mnie mogłoby to zniweczyć?
Może ucieczka byłaby rozwiązaniem?

Czas przelewa się przez palce. Mijają dnie miesiące lata…

notki

Brak komentarzy

Zapraszam do czytania i komentowania – archiwów tu i na http://krypta666.blog.pl a w szczególności notkę Demokracja – Dyktat większości czy idealny system. Wkrótce nowe notki jeśli znajdę chwilę czasu – będą dodawane. Pozdrawiam Bezimienny

Niestety, Przystanek Woodstock dobiegł końca, nie było by to takie przygnębiające gdyby nie to iż Owsiak powiedział iż jest to ostatni Woodstock w takiej formule. Chodzi tu o wielką forme, olbrzymią scene i olbrzymie nakłady finansowe, i koncerty gwiazd. Marzy mu się bardziej kameralny festiwal bardziej uduchowiony artystycznie – gdzie młody człowiek mógłby się rozwijać, chce rozbudować zajęcia w Akademi Sztuk Przepięknych. Pomimo iż jako Pokojowy Patrol zajmowałem się sprawdzaniem przytomności pijanych leżacych na ziemi w różnych częściach tego ponad stutysięcznego miasta, pomagałem i służyłem pomocą a także pilnowałem porządku i wyznaczonych obiektów to znakomicie się bawiłem. Spało się mało czasem było to 1-2h dziennie a czasem wogóle. Poznawałem codziennie cudownych ludzi pozytywnie nakręconych. Od rodzin z dziecmi, studentów, nauczycieli, księzy, specjalistó z różnych dziedzin. Owczem byli i naćpani, małolaty i ludzie dla których cały sens trwania na przystanku był pod ławką w wiosce piwnej. Ale każda osoba nawet zaćpana dająca dupy w lesie, czy rzygająca w krzakach miała swoją oryginalną i bardzo wartościową osobowość. Ludzie mieli bardzo różne doświadczenia życiowe. To było piękne móc przebywać z taką olbrzymią ilością osób przy dobrej muzyce i móc rozmawiać z kim się tylko chciało. Miałem nocną wartę Pod dużą sceną na sam koniec festiwalu z soboty na niedziele. O 4 przechodziła para na oko 18-20latków (chłopak i dziewczyna). :) Przewracali się, byli pod wpływem jakiś środków jednak tak pozytywnej energii, uśmiechu i entuzjazmu w rozmowie jeszcze nigdy nie słyszałem. Można by tu stwierdzić – nacpali się to i tak się zachowywali jednak poznałem ludzi którzy nawet kropli alkocholu nie wypili przez cały woodstock a byli najbardziej rozpromienionymi osobami na świecie. Każdego dnia miałem setki emocjonujących przeżyć. w niedzielę nie jedna łza kręciła mi się w oku zresztą jak u wielu wyjeżdżających. Na opustoszałych polach namiotowych w niedziele zostało już tylko kilka garstek ludzi. Noc z niedzieli na poniedziałek spedizłem odwiedzając wszystkich po koleii i spędzając z nimi po kilka chwil przy ogniskach. W pociągu na woodstock jechałem z matką która od 8 lat jezdzi na woodstock, 8 lat temu z mężem pojechałą ze swoimi 2 najstarszymi córkami i jeździła co roku, w tym roku wzięla swoją trójkę młodszych dzieci od 8 do 13 lat. Starsza 22 siostra – była również w Pokojowym Patrolu – studiuje w Szkocji matematykę i mieszka tam ze swoim chłopakiem.

Komentarz babki z LPR o brudnej skażonej krwi oddanej przez Woodstockowiczów do PCK wołają o pomstę do nieba.

Odwołałem wyjazd do Danii – dostałem się do Odensse i do Kopenhagi. Za dwa tygodnie musiałbym tu zostawić wszystko i pojechać. Nie jadę. Musiałbym bardzo duzo pieniędzy wyłożyć na życie, formalności się przedłużają. Woodstock spowodował że chce się żyć. Że chce się żyć w Polsce

Pisałbym dalej o zmianach klimatu (największa powódź w Wielkiej Brytani od 60 lat, huragany i traby powietrzne w Polsce czy temperatury przekraczające 50 stopni w USA) albo o bagnie w polityce ale już o tym pisałem – fakt że podawałem inne fakty – ciagle przybywają nowe ale i tak nie czytacie a jeśli już zaglądniecie to nie znam zbytnio osoby która by znała wcześniejsze notki poza tą najaktualniejsza.

CO U MNIE :)
Gdyby ktoś 2 miesiące temu powiedział mi że będe studiował w dani nie uwierzyłbym a tu ciach – mignął mi baner w internecie „Studiuj za darmo w DANI” :) dostałem się na anglojęzyczne dwuletnie darmowe studia w Dani w miejscowości Odensse – zobaczymy jeszcze czy się uporam z formalnościami i może wyjadę na koniec sierpnia. Maturkę zdałem, auto sprzedałem. Przygód z autem było wiele. Pracowałem czasem nawet po 14h dziennie rozwożąc pizzę. Wiozłem 11 osób w 5 osobowym UNO i w nocy wypadłem z zzakrętu przysypiając nie wiedząc jak szybko jade z powodu braku prędkościomierza w wiosce między Wrocławiem a Srodą Śląską i zatrzymałem się na płocie wiejskiego cmentarza. Sprzedałem wóz za 500zł pozbywając się kłopotów jak najszybciej, rzuciłem pracę w Pizzerii :). Szukam drogi na życie :). ŻYJ SZYBKO UMIERAJ MŁODO :)

ON

Brak komentarzy

W piątek z pracy wrócił przed 1 w nocy. Spał do 10, aby na 12 iść znów do pracy. Pracował znowu do północy, skończył wpółdo pierwszej, stamtąd o 1 znalazł się na nocnym maratonie zajęciowym aktywnej wrocławskiej młodziezy. O 4 nad ranem wiedząc że od 10 pracuje do 22 aby nie paść i dotrwać bierze ścieżke amfetaminy. O 9 kończy zajęcia, ma godzinę do ropoczęcia pracy. Rozwozi 3 znajomych. Uliczka w prawo i dojeżdża do TESCO, ale po skręcie w prawo, auto z naprzeciwka jadące kilkaset metrów dalej staje w p0oprzek drogi, cofa i jeszcze raz podjeżdża aby na kilka razy zwrócić. Jednak stoi wpoprzek drogi na pasie którym jedzie 4 młodych ludzi. Kierowca wciska pedał hamulca. Troszkę popadał deszcz. Kierowca jest zmęczony wkońcu nie spał 24 godziny. Koła się zblokowały – stanęły w miejscu, jedna auto z 4 osobami swoim pędem przesuwa się dalej. Pozostaje patrzeć jak auto puknie stojącego w poprzek drogi peugeota. I jest. Reflektor poszedł. Kierowca auta zawracającego atakuje „I cos narobił!?” Kierowca naszego auta jednak odpiera – „Zajechhał mi pan drogę, hamowałem ale jedynie mogłem patrzeć jak auto z poślizgiem sunie na pana”. I tak się skończyło że gość zapłacił mi 40zł na szklany klosz do przedniego reflektora. Do 22 rozwoziłem pizze w domu byłem o 23 (w niedzielę). Pracocholizm sięgnął zenitu. Zrezygnowałem z projektu szkoleniowego i staram się ograniczyć rozwożenie pizzy na rzecz szkoły. Ledwo żyję. Poglądy na życie i świat bez zmian – nijakie raczej negatywne.

Na myśl o wyjeździe z 16 nieznajomymi mi ludźmi w wieku 18-24 lat odczuwałem pewien niepokój – wstępując do nowej grupy. Jednak gdy doszedłem na miejsce wyjazdu wiedziałem iż będzie całkiem fajnie. Wyjeżdżać powinniśmy o 9 rano, jednak wciąż brakowało paru osób. W końcu i tak bez kilku wyruszyliśmy. Do Przesieki na 4 dniowy wyjazd integracyjny z interaktywnymi warsztatami psychospołecznymi. Gdy łysy opiekun wyglądający na policjanta w cywilu oznajmił „na terenie ośrodka obowiązuje całkowity zakaz spożywania alkoholu” myślałem iż będzie to rygorystycznie przestrzegane ale w życiu nie zamierzałem się do tego wieczorem stosować. W końcu na terenie nie wolno, ale poza… Na szczęście się okazało że wszyscy od pierwszych godzin w ośrodku wypoczynkowym pili co nie co. Nasz domek mieścił się na samej górze, skąd do najbliższego sklepu było 30minut – powrót pod stromą górę. Jako iż kocham chodzić po górach dwie noce z rzędu z dwiema osobami chodziłem po zaopatrzenie na stację benzynową, kilkanaście kilometrów od naszej mieściny. Tam kawałek podjeżdżaliśmy ostatnim autobusem bez biletów, z powrotem w nocy całkiem na piechotę. Ostatniej nocy piło się nawet z naszym „łysym” opiekunem który okazał się całkiem w porządku gościem. Facet który robi doktorat, pracuje jako terapeuta, prowadzi szkolenia, ma żonę i dzieci jest pielęgniarzem, operatorem wózków widłowych był kierownikiem, studiuje inny kierunek i jest o czym z nim pogadać przy piwie. Oczywiście w ciągu dnia między posiłkami były warsztaty psychospołeczne. Wróciwszy do Wrocławia rozeszliśmy się tak samo jak zeszliśmy się 4 dni wcześniej. Poznałem kilkanaście ciekawych osób, spędziłem miło 4 dni na zajęciach, chodzeniu po górskiej okolicy i imprezowaniu w nocy. Nie chciałem tu opisywać dokładnie wszystkiego. W środę umówiłem się z policjantem na przejażdżkę autem które sprzedawał pod komisariatem. Służbę kończył o 22, więc przyszedłem z siostrą i jej narzeczonym aby po oglądnięciu autka kupić je. O 22 30 dobiliśmy targu, podpisaliśmy umowe i autko było moje. Najpierw narzeczony siostry (bez prawa jazdy aczkolwiek z doświadczeniem – kierowcą na trasach europejskich) wsiadł i pojechaliśmy kilka przecznic dalej aby na rondzie między willami o 23 dać mi autko. Gasł mi, szarpał, aby zobaczyć światła, zatrzymałem się na poboczu skrzyżowania dwóch uliczek. Było ciemno i późno, sprawdziłem jakie są światła długie, jakie krótkie gdy z tyłu zobaczyłem podjeżdżające auto. Zrównało się ze mną a po chwili zajechali mi dość szybko przed maskę. Wyskoczyło dwóch gości z vw golfa IV. Pokazało odznaki policji. „Piliście coś? Ćpaliście? Co się stało? Zgasł wam? Kto tu prowadzi? Kto tu ma prawo jazdy?”. Umierałem tam ze stresu wtapiając się w swój fotel. Moje tłumaczenie o godzinie 23 00 że przed sekundą kupiłem to auto pod komisariatem od policjanta i nie wiedziałem jak włączyć światła awaryjne raczej nie uwiarygodnił mnie przez co wylegitymowali nas i zaczęli sprawdzać dokumenty. Na szczęście po sprawdzeniu dokumentów, umowy kupna i ubezpieczenia pożyczyli nam miłych chwil spędzonych w nowym autku i odjechali jednak ze stresu nie byłem zdolny do dalszej jazdy. Rano stwierdziłem iż nie mogę być mieńczakiem i tym sposobem wyjeździłem w 10 dni ponad 1000 km z każdym kilometrem jeżdżąc coraz lepiej. O jeździe na podwójnym gazie czytaj na http://krypta666.blog.pl Pozdrawiam zapraszam do komentowania i czytania archiwów.

O pierwszej w nocy wracam ze Szczecina, wychodzę już z Dworca Głównego we Wrocławiu, gdy przy wyjściu gada przez telefon jakas ekspedientka ktoregos fast-fooda 24h: „chyba mnie zapłodniłeś, nie leci mi ostatnio”.

Idziemy ulicą: „Weź tę łapę ja chce tylko zjeść pierogi!”

Drugi dzień świąt, godzina 22. >puk puk<
Cześć, wkładaj buty, za 3 minuty masz być przed domem, beemka czeka. Wychodzę – wow przejade sie autkiem ktore sprawil sobie kolega. BMW 3 na niemieckich blachcach. Jedziemy na stacje benzynową. Jest nas czwórka. Bierzemy piwka. Kierowcy proponujemy, ale on narazie nie chce. Jedziemy do wrocławia. Krążymy, pada pomysł aby zajrzeć do w-zetki – wrocławskiego klubu, po nieprzepisowym zawroceniu rozgladmay sie gdzie by zaparkować. już połową najechaliśmy na wjazd na parking gdy widzimy że jest płatny, zjeżdzamy szybko zpowrotem na jezdnię, za nami toczy się policyjny radiowóz. jest po północy. Wjeżdżamy w Kazimierza Wielkiego, zajmujemy środkowy pas, polcja dodaje gazu jedzie za nami i włącza sygnał. Zjeżdżamy na pobocze.
„Dzień dobry, po koleji wychodizmy z auta, proszę dokumenty kierowcy i papiery na auto.”
Po kolei nas przeszukują każąc wyciągać wszystko z ubrań na maskę i grzebiąc nam po kieszeniach. Kolega wraz z dokumentami wyciaga na maske pusty woreczek.
„ooo spóźniliśmy się”
„nie nie, ja to znalazłem, ja bym nie ćpał, proszę powąchać”
„ja nic nie będę wąchać!”
Po przeszukaniu auta, oddają dokumenty i pytają się kierowcy „Pił pan coś?” „tylko tymbarka” „czyli alkomat wykarze 0,0?” „jesli tymbark nie ma promili to tak”, I W tym momencie policjant potrzasa alkomatem uderzajac w reke swoja. :) niestety nie zadzialal za zimno jest. I po tym przypale jechalismy juz do domu 30km za wroclaw. Na poczatku naszej miejscowosci zachaczylismy jeszcze o tor prob po dawnych zakladach JELCZ, pojechalismy dalej, gdy pod wierzowcem, wolno wysunął się golf 3. Za nim powolutku polcyjna avensis, gdy juz tak jechali przed nami, policja wlaczyla sygnal, a golfik zamiast sie zatrzmyac dał gaz i w długą. Goniliśmy ich tak jakieś 3 ulice, wkońcu zgubiliśy i zmęczeni o perwszej w nocy wrocilismy.

W piątek przed sylwestrem we wroclawiu od południa pilem z kolezanka w spizu. Wróciłem koło 20 00, o 22 zamierzalem juz isc spac gdy zadzwonil kolega. „Idziemy, wkoncu mam”. Po paru piwkach w klubie do 2, i rozmowach do 4 w nocy nie spalem do 24 nastepnego dnia :). Sylwester był taki sobie szczególnie że grupa gdzie przeważały dziewczyny :) i do tego fajne :) poklucila sie z moja grupa :) na tle gustow muzycznych i tego jaka muzyka ma leciec :) wiec sie rozdzielilismy. Ale pilem do rana i nie bylo zle :). Najbardziej magicznie i malowniczo zapamietalem poranek – miałem wrócić z dziadkiem kolegi który właśnie zajechał pod nasz wiejski klubik. Wychodzę a tam owszem stary (jak póżniej się okazło z 1978) Polski Duży Fiat. Ale tak zadbanego, lśniącego dużego fiata mało kto widział. W środku oryginalna niezniszcozna tapicerka. Autko z oryginalnym silnikiem (bez gazu) jechało nie najgorzej. Kto by pomyślał że się kiedyś zachwycę dużym polskim fiatem heh.

Od jakiegos czasu przymierzam się do kupna autka. (heh ale nie duzego fiata, a heh malego tez nie ze wzgledu na moje 2m wzrostu). Pozyjemy zobacyzmy oby do przodu. Chcialem napisac jakas super notke :D a wyszlo takie pseudo sprawozdanie co u mnie :). 3maj cie sie i Szczesliwego Nowego Roku 2007.

Pewne wyrazy ideologiczne takie jak na przykład wolność użyte w prawie mają różne znaczenia. Nigdy nie będą posiadały w praktyce swojego ideologicznego znaczenia. Przypomina mi się tu fragment wypowiedzi Kaczyńskiego o „semantycznym nadużyciu”. Semantycznym czyli znaczeniowym tu – w odniesieniu do słowa korupcja w związku z aferą taśm Beger.
Użycie słowa wolność w konstytucji nie można rozumieć jako pełną wolność każdej jednostki. To wolność społeczeństwa. Każda jednostka ma ograniczoną wolność tak by nie naruszać wolności innej osoby.
Miłość, Sprawiedliwość to kolejne wyrazy ideologiczne. Czym jest sprawiedliwość? Czy sprawiedliwość w moim rozumieniu jest tą samą sprawiedliwośćią w Twoim rozumieniu tego słowa?
Czy jesteś za karą śmierci? czy takowa kara byłaby sprawiedliwa? Czy to właśnie jest sprawiedliwość – oko za oko, ząb za ząb? Ty zabiłeś go, my zabijemy Ciebie?

Demokracja czym właściwie jest?
Czy demokratycznym jest gdy społeczeństwo wybiera swojego przedstawiciela we władzy, a ten najpierw dla dobra Państwa zawiera sojusz z innym przedstawicielem, po czym sojusz się rozpada, ostra wymiana zdań i owy pan by utrzymać władzę ponownie zawiera sojusz z przedstawicielem któremu powiedział – nigdy więcej. Oczywiście dla dobra kraju. Czy ktoś kto aż tak nie liczy się ze swoimi słowami „dla dobra kraju” robi to w pełni demokratycznie? Społeczeństwo wybrało ich do rządzenia w takich proporcjach w jakich są i na siłe grupowanie się w większość jest bezsensowne.

Gdy człowiek nie ma co robić w grupie mniej lub bardziej przyjaznych mu osób i gdy nie wie czym się zająć zaczyna się ludzka komunikacja. NIestety nie komunikacja aby powstało coś lepszego, ale jak małe dzieci przekrzykiwanie się „a on zrobił to”, „a on zrobił tamto”. Zamiast zająć się teraźniejszością i przyszłośćią bo w takim celu społeczeństwo wybiera swoich przedstawcicieli we władzy to ci zajmują się przeszłośćią. IPN, WSI itd.
Pan Giertych wyjątkowo irytuje Polską Młodzierz i Polskich Pedagogów – na co poradzić możemy tylko modląc się za niepełnosprawnych intelektualnie. Nasze pomysły nie biorą się z nikąd. Może więc szanowny pan Giertych w dzieciństwie marzył aby go wyizolowali w specjalnym ośrodku dla młodzieży z marginesu. Jednak aż boję się pomyśleć kogo on uważa za owy margines. Chyba nie 50% polskiej młodzieży? A może wszystkich którzy nie należą do młodzieży wszechpolskiej? Jednak nie jest się aż takim idiotom jakim się go maluje. W końcu wiedział co robi wysyłając swoją ledwie 9letnią bodajże córeczkę do szkoły za 700zł miesięcznie. W końcu wie jak wyglądają szkoły nad którymi sprawuje władzę.

Demokratyczne Państwo prawa powinno dawać obywatelowi jak najwięcej – oczywiście w granicach rozsądku i z odpowiednimi obowiązkami obywatela. W Polsce niestety jest na odwrót. To my musimy udowodnić i wykazać urzędowi skarbowemu swoje przychody i wszelkie wydadtki. W przypadku jakichkolwiek błędów lub nieprawidłowości to MY musimy udowodnić niewinność przed urzędem. Jednak nie łudźmy się że to jest normalne – to jak np. w USA – urząd powinien obywatelowi wykazywać podatek do zapłacenia to urząd powinien werfikować i wyszukiwać informacje. Urzędy są opłacane z pieniędzy społeczeństwa. To my możemy wymagać od urzędów a nie one od nas.
Niestety z urzędami w Polsce jest jeszcze jeden problem – PARTYJNIACTWO. Każdy średnio inteligentny człowiek stwierdził by iż logicznym jest tak jak np. we Francji zatrudanianie urzędników w zależności od jego wiedzy, kompetencji. Ten kto najlepiej nadaje się na stanowisko ten dostaje posadę. W normalnych państwach urzędnicy i politycy oczywiście dostają niezłe pieniądze ale są również rozliczani ze swojej pracy. W Polsce niestety wygląda to tak że w urzędach są ludzie partyjni w takich proporcjach w jakich społeczeństwo wybrało do rządu. Przychodzi nowa ekipa do rządu, w urzędach zmienia się obsada. Od kompetencji urzędnika ważniejsze są znajomości i poglądy polityczne.

Na koniec o świadomości społecznej. Niedawno w Szwecji dwie panie minister podały się do dymisji. Jedna dlatego że przez rok nie płaciła abonamentu radiowo telewizyjnego druga oprócz niepłacenia abonamentu zatrudniała na czarno opiekunkę do dziecka. Dla takiej pani minister taka rzecz była plamą na honorze. To nie dopomyślenia że osoba na takim stanowisku mogłaby tak oszukać swoich wyborców będąc nieuczciwością. Czy byłby w Polsce ktoś kto na wieść o tym że Miller czy Kwaśniewski zatrudnia opiekunkę do dziecka na czarno i to miałoby być powodem dymisji, nie wybuchł by śmiechem? Otóż dla nas to nic takiego. Tam jednak jest taka świadomość społeczna iż taka rzecz jest nie do pomyślenia!
I najważniejsze – spoleczenstwo nie jest bez winy za istniejącą w Polsce sytuację. A śmiałbym posunąć się do stwierdzenia iż to społeczeństwo jest najbardziej winne! To od nas zależy czy głosujemy (a nie idąc na wybory też głosujemy) i to my kandytujemy do przedstawicielstwa swojej grupy społecznej od rady osiedla, miasta, gminy, po rząd. To my możemy aktywnie tworzyć państwo, wpływać na społeczeństwo. To wy głosowaliście rok temu ;).

Pozdrawiam i zapraszam do przeczytania eseju „co wolno artyście” na http://krypta666.blog.pl . Zachęcam również do komentowania notek i czytania archiwów (moje nie są tajne ;) )

10 komentarzy

W środę 30 sierpnia adrenalina przekroczyła wszelkie normy około godziny 13 30 – o 14 15 zaczął się egzamin na prawo jazdy. Z sobotniej akcji reklamowej gdzie pare godzin gadałem przez mikrofon w jakiejś dziurze zabitej dechami na wschodzie Polski wróciłem w miere wcześnie bo około 23 godziny. Raniutko na festiwal do taty i koleżanek z zespołu. Niestety zanim zebrali się do występu ja musiałem już lecieć. Z wrocławia przyjechałem dość wcześnie, przygotowałem chatę i zaczęło się – niedzielna impreza na rozpoczęcie roku szkolnego. Litrowy Faxe 10% i Wojak extra strong 9% w połaczeniu z Lechami zrobił swoje. Obudziłem się o 4 rano. Sprzątałem do 6. Odkurzałem, zmywałem. Lodówka była pusta. Zżarli 2 konserwy i… co ciekawe zniknęły też dwie puszki karmy dla kota. Wszystkie jajka itd. Ja oczywiście musiałem oblać zdane za pierwszym razem prawko. Wyrzuciłem kilk worków butelek i puszek, czyściłem dywan z przyklejonej gumy i sprzątałem łazienkę gdzie dzień wcześniej była zrobiona fajka wodna z komorą ;), o 6 33 wracałem do Wrocławia. Przebrałem się i na rozpoczęcie roku. Zmęczony wysłuchałem dyrektora. Za komuny był więźniem politycznym -i w ramach lekcji patriotyzmu powiedział nam abyśmy nie wierzyli w rzedne z oszczerstw rzucanych na Jacka Kurskiego – bo człowieka tak kochającego i zaangażowanego w budowanie prawdziwej Polski nigdy nie spotkał.zamiast iść na lekcje pojechałem do babci, przebrałem się zjadłem (bo w domu lodówka była pusta) i jechałem do starej szkoły. Większość się rozeszła ale twardzi zawodnicy zostali więc napiłem się z nimi i z kotami piwka na górce jezuska – Kultowym i Legendarnym miejscu odkrytym przeze mnie i sieję ku dobru ogólnemu czwartego liceum. Z tamtąd miałem dojechać do centrum i wyruszyć autokarem z X festiwalem artystó Ulicznych BuskerBus do Oleśnicy co jednak nie było mi na rękę więc celowo się spóźniłem. Dojechałem tam dopiero w środę, popołudniu będąc na występie. Wieczorem przyszła pora na klub festiwalowy. Dowiedziawszy się że jako uczestnik festiwalu mam piwo za 2zł omal nie zemdlałem. A do tego koncerty. Ah jam sesion w prawdziwym wydaniu. Najpiękniejsze uczucie kiedy słuchasz zajebistego duetu jazzowego z Holandii, dochodzi nagle bluesmen, duet klazmerski, profesor grająca na flecie poprzecznym, anglik śpiewający country z gitarą, i zespół niemiecko hiszpański, ktoś z bębnem afrykańskim i tak to się nakręca, nie rzadko łez zakręci się w oku. Kiedy wracałem do hotelu nie mam pojęcia, budziłem się rano. Od 12 do 14 uczyłem uczniów liceum i gimnazjum chodzić na szczudłach od 16 robiliśmy dwa występy na rynku a później szliśmy an koncerty do festiwalowego klubu. Warsztaty jakie prowadziłem, garderoba, magazyn i posiłki odbywały się w internacie – zajebistym zamku. W dziedzińcu mieliśmy scenę, biuro jednego z orgzanizatoró było w baszcie. Internat zajmowal całą jedną ścianę zamku. Ostatniego dnia w Oleśnicy w piątek było wielkie jam session z występami komików i akrobatów – jednym słowem pokazy baskerów. Któregoś ranka poszedłem z Dorotą z duetu klazmerskiego po młotek do ich autka. Niestety młotka nie było jednakże na pytanie czy chcę się przejechać nie umiałem odmówić. Więc siadłem odpaliłem i pojezdizłem jakiś kwadrans niestety nie znaleźliśmy drogi którą moglibyśmy wrócić na parking przez zamek więc musiałem złamać zakaz wjazdu jadąc przez parczek ;). Fajniutki Peugeot 205 stary ale wyciągający 180km/h, palący 6l na 100km… Ponieważ w grudniu mają zmieniać auto na busa może będzie mój… Ale wracając – Tegoż dnia okazało się że mamy 100piw gratis. Przez co barman nazwał mnie alkocholikiem. Z barmanem gadałem nie jednego wieczoru. Nie jedną historię od niego słyszałem. :) Wiele ciekawych hmm spostrzeżeń i histori o kobietach … hehe. Dziewczyn poznałem trochę z liceum przy warsztatach i trochę z klubu. :D Świeżo poznany zespół licealistów wokalistka+ gitarzysta (tylko oni byli w miare trzeźwi w zespole) umówiłem żeby zagrali w przerwie. Przyznam że obawiałem się amatorksiej hałtury małolatów a bardzo miło mnie zaskoczyli. 1 Pażdziernika jade do nich na ich koncert. Tamtego dnia wróciłem jakoś koło trzeciej. Jednak impreza trwała do około 4 30 tam, część przeniosła się do jakiegoś innego klubu jak ten zamkneli i tam była do 7 po czym poslzi do hotelu aby tam imprezować do 10 :D a o 12 w południe wyjeżdzaliśmy do Warszawy. Jechaliśmy dość długo. I Występy i Hotel mieliśmy na Starej Pradze. Na jednej ulicy około godziny 20 widzę dzieciaki rzucające w przejeżdżające autobusy kamieniami. Jeden autobus, drugi trzeci po chwili jeszcze dwa, tak trwało to z pół godzinki. Później gośc jakimś wypasionym autkiem parkuje na chodniku w niedozwolonym miejscu. Podchodzi patrol dwóch policjantów (ppatrol za patrolem tam był). Policjanci dośc ostro reagują że tu nie wolno stawać mandat zaraz wypisują itd. Na co gość w garniturku wyciąga z wewnętrznej kieszeni białą kopertę daje policjantom. Ci idą dalej, on coś jeszcze robi po czym po chwili odjeżdża. Przeszliśmy się do hotelu i wracając do klubu festiwalowego widzę po drugiej stronie ulicy dwóch gości zaczynają się kłucić jeden popchnął drugiego na co słychać było pisk opon stojącego po drugiej stronie patrolu. Policjant i Policjantka szybko wysiadają i zmierzją do gości. Ci odrazu rączki w geście – spokojnie my nic nie robimy. Policjanci się uspokoili. Gdy jeden z gości chce odchodzić drógi go pchnął na co tartuje policjantka, jednak ten któy pchnął tamtego odpycha policjantkę rzucając się do tamtego, na co policjant obezwładnia agresynego gościa – jego twarz w ułamku sekundy tuli się do chodnika z grymasem wyginanych do tyłu rączek. Zgrzytają kajdanki, Policjantka bierze tego spokojnego do radiowozu, Policjant obezwładnionego. Odjeżdżają. W szoku byłem że to działo się wszystko w ciągu 3 godzin na jednej tej samej ulicy – a o 23 z całą pewnością przestępczość dopiero się tam budzi. Oczywiście mieliśmy zalecenia chodzenia większymi grupkami. Tego wieczoru kolejnym szokiem były ceny piwa w klubach – 8-10zł. Bywały i po 6 gdzieniegdzie więc oczywiście te nas interesowały. Następnego dnia występy na Praskich spotkaniach z kulturą były na tej uliczce zamkniętej dla ruchu. Późnym popołudniem wybraliśmy się na stare miasto. Znajomi grali na starym rynku popijając piwkiem więc i my niebyliśmy gorsi piłem piwko koło budki policji koło starego rynku :). Stamtąd za radą naszych znajomych warszawiaków wróciliśmy na gape tramwajem (na piechote zabronili nam wracać – chcieli żebyśmy żyli hehe). Wieczór początkowo w festiwalowym ogródku klubuu później wewnątrz. Muzyka była jak zwykle niesamowita jednak na najlepszym mnie ponoć nie było. W plotę tu akcję z Oleśnicy ponieważ i tu było podobnie. Damian bodajże z Nowej Zelandi wchodiz do klubu strasznie pijny, zataczając sie przechodząc przez cały klub siada na swoim miejscu. Pije whisky. W końcu zrywa się i zaczyna iść w kierunku sceny, potykając sie i zataczając chce mikrofonu. Fred anglik prowadzący konferansjerkę zabiera mu whsky, Damian daje własną muzykę muzykowi aby ten ją puścił, a ten robiący wrażenie za przeproszeniem najebanego jak świnia zacyzna się rozbierać jego brzuch wyeksponowany wygląda obrzydliwie, wkońcu Dan jest w samych slipkach, ludzie wyją z radości. Dan wkłada rękę do slipek i wyciąga pomarańczową piłeczkę ping pongową oblizuje ją, wyciąga drugą po chwili trzecią, pijackim wzrokiem patrzy na tłum. wsadza do ust jedną piłeczkę drugą, trzecią i … wygina się do tyłu, odina głowę i zaczyna żonglować wypluwając i łapiąc do ust piłeczki. :) Po brawach w rytm muzyki pokazuje na slipki, dziewczyny krzyczą „Just do it” (poprostu zrób to) a ten pokazuje ręką gest „money” – pieniążki, na co fred daje mu dychę a ten wsadza sobie do slipek i shcodzi ze sceny kłaniając się. :) Wraca do stolika i ubiera się :). NIe ma to jak zrobienie nastroju – najpierw sam się wkręciłem że jest pijany ;). Wracając do Warszawy – Gdy przeniesli się do lokalu jam był niesamowity, przychodizli nawet warszawiacy z wlasnymi instrumentami (w tym dziadek z mandoliną ;) ). Po podobnym pokazie Dana, Faceci rozebrali się do slipek, i tak z piwkiem w ręku machali przejezdzjacym patrolom stojac czasem przed klubem :). Póżniej mieli fazę na pisanie i ryzowanie po sobie różnych rzeczy :) markerami. Pijane były kelnerki, właścicielka, artyści, a inni ludzie ledwo przytomni. Najwytrwalsi balowali do rana – Na śniadanie o 10 rano przychodzili z piwem w reku prosto z imprezy ktora zaczela sie dzien wczesniej. W Warszawie miałem również rundkę Peugeotem a na trasie Wrocław Warszawa – Golfem I 4-ro biegowym :). Około 12 wyjechaliśmy autobusem z Warszawy – ale była nas już garstka – ludzie wyjechali włąsnymi autami, zostali, pojechali w inne strony, czekali na samoloty. Do Wrocławia dojechało tylko 13 osób z szefem festiwalu włącznie. Po drodze kierowca autobusu zapłacił mandat 100zł za jazde 74km/h przy ograniczeniu 50km/h na drodze szybkiego ruchu (teren zabudowany) – co jest mozliwe chyba tylko w Polsce heh.W sobotę miałem jechać do Wawy na zdjęcia do filmu reklamowego ale gość nie zadzwonił więc jade na jakieś akcje reklamowe gdzieś w Polskę w piątek sobotę. W końcu zbieram na auto. :) A dojdzie mi jeszcze szkoła… troche zaliczeń jest… A terminarz mam bardzo napięty – sposób na życie bez za duzej ilości rozmyślania – nabrać jak najwiecej zajęć. Nie mam chwili wolnego :). Śpię, Uczę się, Imprezuję, Pracuję, Podróżuję, Zajmuję się domem – bez przerwy :). Pozdrawiam. Krypta666 blog.pl

Umieszczam tu tekst autorstwa dziewczyny z JakNigdyWczesniej.fotka.pl

„Nie boje sie tego ze umre, boje sie ze ktos o mnie zapomnij
Nie boje sie przemocy, lecz przecietnosci i utartych schematow
Nie boje sie ze ktos mnie oceni po pozorach, ale ze przejdzie obok mnie obojetny

Nie boje sie wrogow, ale sztucznych przyjaciol
Nie boje sie starosci, ale bezsensownej mlodosci
Nie boje sie ze mnie zranisz, ale ze sie nie obronie

Nie boje sie ciemnosci, ale sztucznego blasku plastiku
Nie boje sie klotni, lecz nieustannych kompromisow
Nie boje sie ciszy, ale bezsensownego natloku slow

Nie boje sie krytyki, lecz sztucznego poklasku
Nie boje sie buntownikow, ale ludzi bez wlasnego zdania

Nie boje sie ze bede sama, ale samotnosci w tlumie
Nie boje sie ze nikomu na mnie nie zalezy, lecz gdy zalezy mi na kims za bardzo
Nie boje sie walczyc, ale swiadomosci ze sie podam

Nie boje sie samodzielnosci, lecz uzaleznienia od innych ludzi
Nie boje sie przykrych momentow, ale tego ze nic z nich nie wywnioskuje
Nie boje sie ze mnie nie zrozumiesz, lecz ze zrozumiesz mnie zle …..”

MaDe By JakNigdyWczesniej.fotka.pl


  • RSS