Ukończyłem prywatną uczelnię, po czym wybrałem się na państwową. Po pierwszym semestrze przyszło nam wybierać promotorów. Nie znałem żadnego wykładowcy z tego wydziału na tej uczelni, a tym bardziej proponowanych mi promotorów. Wybrałem na chybił trafił wspomagając się proponowaną tematyką. U jednego spodobał mi się temat: Psychologiczne aspekty zarządzania jakością. Na pierwsze seminarium nie przyszedł, na drugim – mówiliśmy o tematach naszych prac. Nie miałem sprecyzowanego – powiedziałem ogólnie: interesuję się psychologią, marketingiem, socjologią i prowadzę działalnośc artystyczną. Odpowiedź promotora brzmiała: „Może napisałby Pan o Wpływie wartości odżywczych w żywności na życie człowieka”. Nie byłem pewny czy mówimy o tym samym, ale starając się podjąć po części zaproponowaną tematykę – żywności – starając się powiązać ją z moją branżą i zainteresowaniami mówię: „to może co wpływa na decyzje konsumenckie w wyborze barów fast food a tych ze zdrową żywnością, lub jakość usług cateringowych w imprezach firmowych?” Na co promotor stwierdził że nie siedzi w gastronomi tylko w produkcji żywności. Później meilowo na propozycję mojego tematu dostaję odpowiedź: „co nowy pomysl to zadziwia mnie.

Czy warto uczyc sie i dochodzic do perfekcji w grze na skrzypcach przez
cale zycie, jesli inni co maja talemnt sa w stanie to osiagnac w 5 lat.
Moze napisalby prace na temat zlozonosci procesow technologicznych i ich
wplyw na jakosc wyrobow miesnych.
Podszkoli sie Pan w istocie peklowania, kutrowania i produkcji emulsji ,
gfarszy, wedzenia, metod nowatorskiuch pakowania i przechowywania wyrobow
miesnych.
MMoze pan napisac prace na temat zafalszowanioa zywnosci.
Po co sie Pan laduje w obszaqr swoich niekompetencji.
Odnosnie nowego tematu, moze sie Pan przepisac do kogos innego. Prosze
przesledzic sylabusy tych ktorzy prowadza seminaria. Nie wiem kto sie czyms
takim zajmuje”
Jak się okazało w dalszej korespondencji – pomylił mnie z kolegą z branży przetwórstwa mięsnego.

Ostatecznie był skłonny już abym pisał o turystyce ewentualnie co mnie nadal nie satysfakcjonowało. Sam zaproponował mi żebym może faktycznie pisał u kogoś. Miałem przygotowane już podanie dałem jemu do podpisu.

Podpisał z adnotacją „zgadzam się na zmianę promotora od nowego semestru”.

Poszedłem z pismem do promotora do którego postanowiłem się przepisać – (zgodził się na mój temat i mial kilka tytułów naukowych więcej kilka tygodni wcześniej) i jak dowiedział się że od nowego semestru – obruszył się i zaczął mówić: „przepraszam za słownictwo – gówniane pieniądze, naprawdę niewielkie są za magistrantów – uczelnia płaci za 3h za semestr a ten (tu po nazwisku mojego promotora wymienia) tak prymitywnie i chamsko łapie się tych paru groszy, i tak ja stary profesor  wykonam pracę za tego młodego – bo mam całą magisterkę poprowadzić za tego młodego, mam trochę więcej tytułów, a wiem że (nazwisko tego pierwszego) nic nie zrobi z tą moją pracą. Zrobił mnie w konia i nie chodzi mi tu o tych pare groszy więcej – mam dużo godzin i pracy  – ale to prymitywna gierka”