W piątek z pracy wrócił przed 1 w nocy. Spał do 10, aby na 12 iść znów do pracy. Pracował znowu do północy, skończył wpółdo pierwszej, stamtąd o 1 znalazł się na nocnym maratonie zajęciowym aktywnej wrocławskiej młodziezy. O 4 nad ranem wiedząc że od 10 pracuje do 22 aby nie paść i dotrwać bierze ścieżke amfetaminy. O 9 kończy zajęcia, ma godzinę do ropoczęcia pracy. Rozwozi 3 znajomych. Uliczka w prawo i dojeżdża do TESCO, ale po skręcie w prawo, auto z naprzeciwka jadące kilkaset metrów dalej staje w p0oprzek drogi, cofa i jeszcze raz podjeżdża aby na kilka razy zwrócić. Jednak stoi wpoprzek drogi na pasie którym jedzie 4 młodych ludzi. Kierowca wciska pedał hamulca. Troszkę popadał deszcz. Kierowca jest zmęczony wkońcu nie spał 24 godziny. Koła się zblokowały – stanęły w miejscu, jedna auto z 4 osobami swoim pędem przesuwa się dalej. Pozostaje patrzeć jak auto puknie stojącego w poprzek drogi peugeota. I jest. Reflektor poszedł. Kierowca auta zawracającego atakuje „I cos narobił!?” Kierowca naszego auta jednak odpiera – „Zajechhał mi pan drogę, hamowałem ale jedynie mogłem patrzeć jak auto z poślizgiem sunie na pana”. I tak się skończyło że gość zapłacił mi 40zł na szklany klosz do przedniego reflektora. Do 22 rozwoziłem pizze w domu byłem o 23 (w niedzielę). Pracocholizm sięgnął zenitu. Zrezygnowałem z projektu szkoleniowego i staram się ograniczyć rozwożenie pizzy na rzecz szkoły. Ledwo żyję. Poglądy na życie i świat bez zmian – nijakie raczej negatywne.