bezimienny15 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2007

Na myśl o wyjeździe z 16 nieznajomymi mi ludźmi w wieku 18-24 lat odczuwałem pewien niepokój – wstępując do nowej grupy. Jednak gdy doszedłem na miejsce wyjazdu wiedziałem iż będzie całkiem fajnie. Wyjeżdżać powinniśmy o 9 rano, jednak wciąż brakowało paru osób. W końcu i tak bez kilku wyruszyliśmy. Do Przesieki na 4 dniowy wyjazd integracyjny z interaktywnymi warsztatami psychospołecznymi. Gdy łysy opiekun wyglądający na policjanta w cywilu oznajmił „na terenie ośrodka obowiązuje całkowity zakaz spożywania alkoholu” myślałem iż będzie to rygorystycznie przestrzegane ale w życiu nie zamierzałem się do tego wieczorem stosować. W końcu na terenie nie wolno, ale poza… Na szczęście się okazało że wszyscy od pierwszych godzin w ośrodku wypoczynkowym pili co nie co. Nasz domek mieścił się na samej górze, skąd do najbliższego sklepu było 30minut – powrót pod stromą górę. Jako iż kocham chodzić po górach dwie noce z rzędu z dwiema osobami chodziłem po zaopatrzenie na stację benzynową, kilkanaście kilometrów od naszej mieściny. Tam kawałek podjeżdżaliśmy ostatnim autobusem bez biletów, z powrotem w nocy całkiem na piechotę. Ostatniej nocy piło się nawet z naszym „łysym” opiekunem który okazał się całkiem w porządku gościem. Facet który robi doktorat, pracuje jako terapeuta, prowadzi szkolenia, ma żonę i dzieci jest pielęgniarzem, operatorem wózków widłowych był kierownikiem, studiuje inny kierunek i jest o czym z nim pogadać przy piwie. Oczywiście w ciągu dnia między posiłkami były warsztaty psychospołeczne. Wróciwszy do Wrocławia rozeszliśmy się tak samo jak zeszliśmy się 4 dni wcześniej. Poznałem kilkanaście ciekawych osób, spędziłem miło 4 dni na zajęciach, chodzeniu po górskiej okolicy i imprezowaniu w nocy. Nie chciałem tu opisywać dokładnie wszystkiego. W środę umówiłem się z policjantem na przejażdżkę autem które sprzedawał pod komisariatem. Służbę kończył o 22, więc przyszedłem z siostrą i jej narzeczonym aby po oglądnięciu autka kupić je. O 22 30 dobiliśmy targu, podpisaliśmy umowe i autko było moje. Najpierw narzeczony siostry (bez prawa jazdy aczkolwiek z doświadczeniem – kierowcą na trasach europejskich) wsiadł i pojechaliśmy kilka przecznic dalej aby na rondzie między willami o 23 dać mi autko. Gasł mi, szarpał, aby zobaczyć światła, zatrzymałem się na poboczu skrzyżowania dwóch uliczek. Było ciemno i późno, sprawdziłem jakie są światła długie, jakie krótkie gdy z tyłu zobaczyłem podjeżdżające auto. Zrównało się ze mną a po chwili zajechali mi dość szybko przed maskę. Wyskoczyło dwóch gości z vw golfa IV. Pokazało odznaki policji. „Piliście coś? Ćpaliście? Co się stało? Zgasł wam? Kto tu prowadzi? Kto tu ma prawo jazdy?”. Umierałem tam ze stresu wtapiając się w swój fotel. Moje tłumaczenie o godzinie 23 00 że przed sekundą kupiłem to auto pod komisariatem od policjanta i nie wiedziałem jak włączyć światła awaryjne raczej nie uwiarygodnił mnie przez co wylegitymowali nas i zaczęli sprawdzać dokumenty. Na szczęście po sprawdzeniu dokumentów, umowy kupna i ubezpieczenia pożyczyli nam miłych chwil spędzonych w nowym autku i odjechali jednak ze stresu nie byłem zdolny do dalszej jazdy. Rano stwierdziłem iż nie mogę być mieńczakiem i tym sposobem wyjeździłem w 10 dni ponad 1000 km z każdym kilometrem jeżdżąc coraz lepiej. O jeździe na podwójnym gazie czytaj na http://krypta666.blog.pl Pozdrawiam zapraszam do komentowania i czytania archiwów.

O pierwszej w nocy wracam ze Szczecina, wychodzę już z Dworca Głównego we Wrocławiu, gdy przy wyjściu gada przez telefon jakas ekspedientka ktoregos fast-fooda 24h: „chyba mnie zapłodniłeś, nie leci mi ostatnio”.

Idziemy ulicą: „Weź tę łapę ja chce tylko zjeść pierogi!”

Drugi dzień świąt, godzina 22. >puk puk<
Cześć, wkładaj buty, za 3 minuty masz być przed domem, beemka czeka. Wychodzę – wow przejade sie autkiem ktore sprawil sobie kolega. BMW 3 na niemieckich blachcach. Jedziemy na stacje benzynową. Jest nas czwórka. Bierzemy piwka. Kierowcy proponujemy, ale on narazie nie chce. Jedziemy do wrocławia. Krążymy, pada pomysł aby zajrzeć do w-zetki – wrocławskiego klubu, po nieprzepisowym zawroceniu rozgladmay sie gdzie by zaparkować. już połową najechaliśmy na wjazd na parking gdy widzimy że jest płatny, zjeżdzamy szybko zpowrotem na jezdnię, za nami toczy się policyjny radiowóz. jest po północy. Wjeżdżamy w Kazimierza Wielkiego, zajmujemy środkowy pas, polcja dodaje gazu jedzie za nami i włącza sygnał. Zjeżdżamy na pobocze.
„Dzień dobry, po koleji wychodizmy z auta, proszę dokumenty kierowcy i papiery na auto.”
Po kolei nas przeszukują każąc wyciągać wszystko z ubrań na maskę i grzebiąc nam po kieszeniach. Kolega wraz z dokumentami wyciaga na maske pusty woreczek.
„ooo spóźniliśmy się”
„nie nie, ja to znalazłem, ja bym nie ćpał, proszę powąchać”
„ja nic nie będę wąchać!”
Po przeszukaniu auta, oddają dokumenty i pytają się kierowcy „Pił pan coś?” „tylko tymbarka” „czyli alkomat wykarze 0,0?” „jesli tymbark nie ma promili to tak”, I W tym momencie policjant potrzasa alkomatem uderzajac w reke swoja. :) niestety nie zadzialal za zimno jest. I po tym przypale jechalismy juz do domu 30km za wroclaw. Na poczatku naszej miejscowosci zachaczylismy jeszcze o tor prob po dawnych zakladach JELCZ, pojechalismy dalej, gdy pod wierzowcem, wolno wysunął się golf 3. Za nim powolutku polcyjna avensis, gdy juz tak jechali przed nami, policja wlaczyla sygnal, a golfik zamiast sie zatrzmyac dał gaz i w długą. Goniliśmy ich tak jakieś 3 ulice, wkońcu zgubiliśy i zmęczeni o perwszej w nocy wrocilismy.

W piątek przed sylwestrem we wroclawiu od południa pilem z kolezanka w spizu. Wróciłem koło 20 00, o 22 zamierzalem juz isc spac gdy zadzwonil kolega. „Idziemy, wkoncu mam”. Po paru piwkach w klubie do 2, i rozmowach do 4 w nocy nie spalem do 24 nastepnego dnia :). Sylwester był taki sobie szczególnie że grupa gdzie przeważały dziewczyny :) i do tego fajne :) poklucila sie z moja grupa :) na tle gustow muzycznych i tego jaka muzyka ma leciec :) wiec sie rozdzielilismy. Ale pilem do rana i nie bylo zle :). Najbardziej magicznie i malowniczo zapamietalem poranek – miałem wrócić z dziadkiem kolegi który właśnie zajechał pod nasz wiejski klubik. Wychodzę a tam owszem stary (jak póżniej się okazło z 1978) Polski Duży Fiat. Ale tak zadbanego, lśniącego dużego fiata mało kto widział. W środku oryginalna niezniszcozna tapicerka. Autko z oryginalnym silnikiem (bez gazu) jechało nie najgorzej. Kto by pomyślał że się kiedyś zachwycę dużym polskim fiatem heh.

Od jakiegos czasu przymierzam się do kupna autka. (heh ale nie duzego fiata, a heh malego tez nie ze wzgledu na moje 2m wzrostu). Pozyjemy zobacyzmy oby do przodu. Chcialem napisac jakas super notke :D a wyszlo takie pseudo sprawozdanie co u mnie :). 3maj cie sie i Szczesliwego Nowego Roku 2007.


  • RSS