W środę 30 sierpnia adrenalina przekroczyła wszelkie normy około godziny 13 30 – o 14 15 zaczął się egzamin na prawo jazdy. Z sobotniej akcji reklamowej gdzie pare godzin gadałem przez mikrofon w jakiejś dziurze zabitej dechami na wschodzie Polski wróciłem w miere wcześnie bo około 23 godziny. Raniutko na festiwal do taty i koleżanek z zespołu. Niestety zanim zebrali się do występu ja musiałem już lecieć. Z wrocławia przyjechałem dość wcześnie, przygotowałem chatę i zaczęło się – niedzielna impreza na rozpoczęcie roku szkolnego. Litrowy Faxe 10% i Wojak extra strong 9% w połaczeniu z Lechami zrobił swoje. Obudziłem się o 4 rano. Sprzątałem do 6. Odkurzałem, zmywałem. Lodówka była pusta. Zżarli 2 konserwy i… co ciekawe zniknęły też dwie puszki karmy dla kota. Wszystkie jajka itd. Ja oczywiście musiałem oblać zdane za pierwszym razem prawko. Wyrzuciłem kilk worków butelek i puszek, czyściłem dywan z przyklejonej gumy i sprzątałem łazienkę gdzie dzień wcześniej była zrobiona fajka wodna z komorą ;), o 6 33 wracałem do Wrocławia. Przebrałem się i na rozpoczęcie roku. Zmęczony wysłuchałem dyrektora. Za komuny był więźniem politycznym -i w ramach lekcji patriotyzmu powiedział nam abyśmy nie wierzyli w rzedne z oszczerstw rzucanych na Jacka Kurskiego – bo człowieka tak kochającego i zaangażowanego w budowanie prawdziwej Polski nigdy nie spotkał.zamiast iść na lekcje pojechałem do babci, przebrałem się zjadłem (bo w domu lodówka była pusta) i jechałem do starej szkoły. Większość się rozeszła ale twardzi zawodnicy zostali więc napiłem się z nimi i z kotami piwka na górce jezuska – Kultowym i Legendarnym miejscu odkrytym przeze mnie i sieję ku dobru ogólnemu czwartego liceum. Z tamtąd miałem dojechać do centrum i wyruszyć autokarem z X festiwalem artystó Ulicznych BuskerBus do Oleśnicy co jednak nie było mi na rękę więc celowo się spóźniłem. Dojechałem tam dopiero w środę, popołudniu będąc na występie. Wieczorem przyszła pora na klub festiwalowy. Dowiedziawszy się że jako uczestnik festiwalu mam piwo za 2zł omal nie zemdlałem. A do tego koncerty. Ah jam sesion w prawdziwym wydaniu. Najpiękniejsze uczucie kiedy słuchasz zajebistego duetu jazzowego z Holandii, dochodzi nagle bluesmen, duet klazmerski, profesor grająca na flecie poprzecznym, anglik śpiewający country z gitarą, i zespół niemiecko hiszpański, ktoś z bębnem afrykańskim i tak to się nakręca, nie rzadko łez zakręci się w oku. Kiedy wracałem do hotelu nie mam pojęcia, budziłem się rano. Od 12 do 14 uczyłem uczniów liceum i gimnazjum chodzić na szczudłach od 16 robiliśmy dwa występy na rynku a później szliśmy an koncerty do festiwalowego klubu. Warsztaty jakie prowadziłem, garderoba, magazyn i posiłki odbywały się w internacie – zajebistym zamku. W dziedzińcu mieliśmy scenę, biuro jednego z orgzanizatoró było w baszcie. Internat zajmowal całą jedną ścianę zamku. Ostatniego dnia w Oleśnicy w piątek było wielkie jam session z występami komików i akrobatów – jednym słowem pokazy baskerów. Któregoś ranka poszedłem z Dorotą z duetu klazmerskiego po młotek do ich autka. Niestety młotka nie było jednakże na pytanie czy chcę się przejechać nie umiałem odmówić. Więc siadłem odpaliłem i pojezdizłem jakiś kwadrans niestety nie znaleźliśmy drogi którą moglibyśmy wrócić na parking przez zamek więc musiałem złamać zakaz wjazdu jadąc przez parczek ;). Fajniutki Peugeot 205 stary ale wyciągający 180km/h, palący 6l na 100km… Ponieważ w grudniu mają zmieniać auto na busa może będzie mój… Ale wracając – Tegoż dnia okazało się że mamy 100piw gratis. Przez co barman nazwał mnie alkocholikiem. Z barmanem gadałem nie jednego wieczoru. Nie jedną historię od niego słyszałem. :) Wiele ciekawych hmm spostrzeżeń i histori o kobietach … hehe. Dziewczyn poznałem trochę z liceum przy warsztatach i trochę z klubu. :D Świeżo poznany zespół licealistów wokalistka+ gitarzysta (tylko oni byli w miare trzeźwi w zespole) umówiłem żeby zagrali w przerwie. Przyznam że obawiałem się amatorksiej hałtury małolatów a bardzo miło mnie zaskoczyli. 1 Pażdziernika jade do nich na ich koncert. Tamtego dnia wróciłem jakoś koło trzeciej. Jednak impreza trwała do około 4 30 tam, część przeniosła się do jakiegoś innego klubu jak ten zamkneli i tam była do 7 po czym poslzi do hotelu aby tam imprezować do 10 :D a o 12 w południe wyjeżdzaliśmy do Warszawy. Jechaliśmy dość długo. I Występy i Hotel mieliśmy na Starej Pradze. Na jednej ulicy około godziny 20 widzę dzieciaki rzucające w przejeżdżające autobusy kamieniami. Jeden autobus, drugi trzeci po chwili jeszcze dwa, tak trwało to z pół godzinki. Później gośc jakimś wypasionym autkiem parkuje na chodniku w niedozwolonym miejscu. Podchodzi patrol dwóch policjantów (ppatrol za patrolem tam był). Policjanci dośc ostro reagują że tu nie wolno stawać mandat zaraz wypisują itd. Na co gość w garniturku wyciąga z wewnętrznej kieszeni białą kopertę daje policjantom. Ci idą dalej, on coś jeszcze robi po czym po chwili odjeżdża. Przeszliśmy się do hotelu i wracając do klubu festiwalowego widzę po drugiej stronie ulicy dwóch gości zaczynają się kłucić jeden popchnął drugiego na co słychać było pisk opon stojącego po drugiej stronie patrolu. Policjant i Policjantka szybko wysiadają i zmierzją do gości. Ci odrazu rączki w geście – spokojnie my nic nie robimy. Policjanci się uspokoili. Gdy jeden z gości chce odchodzić drógi go pchnął na co tartuje policjantka, jednak ten któy pchnął tamtego odpycha policjantkę rzucając się do tamtego, na co policjant obezwładnia agresynego gościa – jego twarz w ułamku sekundy tuli się do chodnika z grymasem wyginanych do tyłu rączek. Zgrzytają kajdanki, Policjantka bierze tego spokojnego do radiowozu, Policjant obezwładnionego. Odjeżdżają. W szoku byłem że to działo się wszystko w ciągu 3 godzin na jednej tej samej ulicy – a o 23 z całą pewnością przestępczość dopiero się tam budzi. Oczywiście mieliśmy zalecenia chodzenia większymi grupkami. Tego wieczoru kolejnym szokiem były ceny piwa w klubach – 8-10zł. Bywały i po 6 gdzieniegdzie więc oczywiście te nas interesowały. Następnego dnia występy na Praskich spotkaniach z kulturą były na tej uliczce zamkniętej dla ruchu. Późnym popołudniem wybraliśmy się na stare miasto. Znajomi grali na starym rynku popijając piwkiem więc i my niebyliśmy gorsi piłem piwko koło budki policji koło starego rynku :). Stamtąd za radą naszych znajomych warszawiaków wróciliśmy na gape tramwajem (na piechote zabronili nam wracać – chcieli żebyśmy żyli hehe). Wieczór początkowo w festiwalowym ogródku klubuu później wewnątrz. Muzyka była jak zwykle niesamowita jednak na najlepszym mnie ponoć nie było. W plotę tu akcję z Oleśnicy ponieważ i tu było podobnie. Damian bodajże z Nowej Zelandi wchodiz do klubu strasznie pijny, zataczając sie przechodząc przez cały klub siada na swoim miejscu. Pije whisky. W końcu zrywa się i zaczyna iść w kierunku sceny, potykając sie i zataczając chce mikrofonu. Fred anglik prowadzący konferansjerkę zabiera mu whsky, Damian daje własną muzykę muzykowi aby ten ją puścił, a ten robiący wrażenie za przeproszeniem najebanego jak świnia zacyzna się rozbierać jego brzuch wyeksponowany wygląda obrzydliwie, wkońcu Dan jest w samych slipkach, ludzie wyją z radości. Dan wkłada rękę do slipek i wyciąga pomarańczową piłeczkę ping pongową oblizuje ją, wyciąga drugą po chwili trzecią, pijackim wzrokiem patrzy na tłum. wsadza do ust jedną piłeczkę drugą, trzecią i … wygina się do tyłu, odina głowę i zaczyna żonglować wypluwając i łapiąc do ust piłeczki. :) Po brawach w rytm muzyki pokazuje na slipki, dziewczyny krzyczą „Just do it” (poprostu zrób to) a ten pokazuje ręką gest „money” – pieniążki, na co fred daje mu dychę a ten wsadza sobie do slipek i shcodzi ze sceny kłaniając się. :) Wraca do stolika i ubiera się :). NIe ma to jak zrobienie nastroju – najpierw sam się wkręciłem że jest pijany ;). Wracając do Warszawy – Gdy przeniesli się do lokalu jam był niesamowity, przychodizli nawet warszawiacy z wlasnymi instrumentami (w tym dziadek z mandoliną ;) ). Po podobnym pokazie Dana, Faceci rozebrali się do slipek, i tak z piwkiem w ręku machali przejezdzjacym patrolom stojac czasem przed klubem :). Póżniej mieli fazę na pisanie i ryzowanie po sobie różnych rzeczy :) markerami. Pijane były kelnerki, właścicielka, artyści, a inni ludzie ledwo przytomni. Najwytrwalsi balowali do rana – Na śniadanie o 10 rano przychodzili z piwem w reku prosto z imprezy ktora zaczela sie dzien wczesniej. W Warszawie miałem również rundkę Peugeotem a na trasie Wrocław Warszawa – Golfem I 4-ro biegowym :). Około 12 wyjechaliśmy autobusem z Warszawy – ale była nas już garstka – ludzie wyjechali włąsnymi autami, zostali, pojechali w inne strony, czekali na samoloty. Do Wrocławia dojechało tylko 13 osób z szefem festiwalu włącznie. Po drodze kierowca autobusu zapłacił mandat 100zł za jazde 74km/h przy ograniczeniu 50km/h na drodze szybkiego ruchu (teren zabudowany) – co jest mozliwe chyba tylko w Polsce heh.W sobotę miałem jechać do Wawy na zdjęcia do filmu reklamowego ale gość nie zadzwonił więc jade na jakieś akcje reklamowe gdzieś w Polskę w piątek sobotę. W końcu zbieram na auto. :) A dojdzie mi jeszcze szkoła… troche zaliczeń jest… A terminarz mam bardzo napięty – sposób na życie bez za duzej ilości rozmyślania – nabrać jak najwiecej zajęć. Nie mam chwili wolnego :). Śpię, Uczę się, Imprezuję, Pracuję, Podróżuję, Zajmuję się domem – bez przerwy :). Pozdrawiam. Krypta666 blog.pl