Duszę się. Czym? Czemu?? Wszystkim, mną Tobą Wami, Nimi.
Długo zbierałem materiały i przygotowywałem się do tych notek na http://bezimienny15.blog.pl i http://krypta666.blog.pl W końcu w grudniu 2006 piszę:

Była młodą studentką, która wyjechała na rok do USA. Do szkoły. Pewnego razu zgwałcił ją polak. Ona zaczeła sobie nie radzić psychicznie. Zaczęła nienawidzieć Ameryki. Nie mogła znieść widoku Mc Donaldów, hot dogów, spasłych dziewczynek i amerykańskiej kultury. I wciąż miała ten uraz. On ją zgwałcił tak brutalnie że teraz nie może mieć dzieci. Kilka miesięcy leczyła się w szpitalach psychiatrycznych w USA. Wróciła. Do męża. Do rodziny. Do domu. Rodzina była bardzo konserwatywna. Mąż wie. Rodzina nie. Ona po ustabilizowaniu swojego zdrowia psychicznego zaczyna uczyć młodzież w szkole. Jest chyba najbardziej lubiana nauczycielką. Uczeń, nastolatek pożycza od niej pieniądze. Mówi że w domu jest ciężko. Że on nie ma pieniędzy. Pożycza częśćiej. Nie oddaje. Ona czuje sie oszukana. uczniowie ją kochają. Chłopak ma podobne nazwisko jak facet który ją zgwałcił w USA. Pewnej nocy wszystko się na nią zwala. Jest tragicznie. Zaczyna pić. Pije ciągle. Wyjeżdża z mężem. Już jest w miare okej.
[nie mogę pisać za dużo więc na tym poprzestane, ze względu na jej dobro].

Galeria Dominikańska, z tyłu, przechodzę przez park słowackiego. Jest pierwsza w nocy, właśnie wróciłem z Warszawy z deklaracji Tuska – w sprawie kandydatury na prezydenta RP. Zza galeri z młodym chłopakiem idzie w ciemne krzaki gość na oko 45 lat, równie dobrze mógłby być ojcem kogoś z nas. Chłopak jest chyba młodszy ode mnie na oko 15 lat. Poszli w ciemny kąt przecinając mi alejkę którą szedłem do domu, przyspieszyłem kroku. Mijając ich z dala widziałem tylko że chłopak oralnie zadowalał gościa. Wychodząc z parku widziałem jak dochodził do nich inny chłopak na oko 17 lat. Gdy szybkim krokiem mijałem galerie, zerknąłem zza rogu – chyba już skończyli, bo cała trójka wychodziła z parku i rozeszli się w różnych kierunkach. Byłem w szoku. Niestety nic już nie jeździło i do babci doszedłem na piechotę.

Ostatnio, wracam ze szkoły. Idę długą ulicą. Wszędzie korki samochodowe i masy ludzi. Mijam pierwsze skrzyżowanie. Słyszę ambulans na sygnale. Przedziera się przez korek wzdłóż ulicy. Idę. Mijam miejsce gdzie zazwyczaj stają alfonsi. Dalej schodki gdzie stają dziwki wieczorami. Wracając kiedys późno ze szkoły z kursu widzieliśmy jak alfons bił swoją podopieczną. Idę dalej. Mijam drugie skrzyżowanie. Kolejna karetka pędzi mijając ulice za ulicą. Na sygnale. Na następnej, zza rogu wyjeżdża policyjny radiowóz na sygnale. Na kolejnej, jednej z głównych spoglądam w stronę Galeri Dominikańskiej. W oddali, na końcu ulicy widzę światła karetki. Może coś się stało że wszystkie jadą w tamtym kierunku i z tamtąd, a może poprostu – dużo wypadków. Stąd mam spory kawałek do przejścia do ulicy bez korków gdzie zamierzam wśiąść do tramwaju. Obserwuję ludzi. Tych mijających mnie i tych których mijam. Każdy z nich ma inne życie. Każdy z nich jest osobnym życiem. Jednostką jedyną ze wszystkich. Każdy ma inne indywidualne problemy i uciechy.
Przyglądam się. Hmmm ta pani może ma problemy ze zdrowiem? A ten pan z żoną? Czy ta babcia jest szczęśliwa? A ten chłopak którego minęłem. Martwi się ocenami czy tym że rzuciła go dziewczyna?. Doszedłem. Jest tramwaj. Jadę. Jestem u babci. Wieczorem idę spać. Rano babcia wraca ze sklepu mówiąc – kto by pomyślał: wczoraj kilka przecznic dalej para narkomanów pod mostem zamordowała 65cio letnią kobietę. Życie ludzkie toczy się każdego dnia. Wszędzie.

Niedziela. Wieczór. Dwie godziny przerabiałem zadania z matmy u znajomej nauczycielki. Mieszka w tej samej dzielnicy. W jednej z bogatszych, droższych i bezpieczniejszych dzielnic. Wychodzę z nią, ona akurat miała iść wieczorem do wnuczka. Przechodzimy strychem do drugiej klatki schodowej. Po drodze pokazuje mi na ziemi używane lufki. „Zawsze się tu zbiera masa młodych i ćpają”. Na dole pokazuje mi, mijany właśnie pokoik gdzie dyżury miewał pan policjant. „Odchodzi na emeryturę, powiedział że mu życie miłe, i tak bał się cokolwiek robić, ale będzie ochrona w naszym bloku”. Idziemy na dole dalej, w przedsionku przy drzwiach wyjściowych z klatki masa młodzieży. Z szalikami i troche nastolatek poubieranych na różowo. Wszyscy około 13-19lat. Około 20 osób. Jest godzina 20, ale o tej porze roku już ciemno. Wyszliśmy, ona idzie w innym kierunku ja w innym. Zerknęłem na inną klatkę po drodze – jeszcze więcej ludzi w środku. Wracam do domu.

Idę na dworzec, na pociąg do kolegi. Jest wieczór. Zmierzam pod Wrocław na imprezę kumpla. Przechodzę w strone peronów. Dobiega do mnie dźwięk troszkę jakby z Dżemu, z innymi jednak słowami. Słyszę i widzę gościa ze znajomymi w kółku, z plecakami i gitarą. Spiewa: „ze nie ma boga, nieee, nie ma boga”. Przystanęłem na moment, po czym po zapisaniu tej sytuacji w pamięci ruszyłem dalej. Już jadę pociągiem. 15 minut i byłem na miejscu. Wysiadłem. Nowiutkie perony jak zresztą cała ta trasa kolejowa. Miejscowść ta składała się z jednej głównej drogi. Doszedłem do kolegi domku. Mały, nowy. Godzina 21. Większość już pijana. Jest piątek. Masa ludzi. Na górze i na dole. :) Balowało się do późnej nocy. Koleżanka pilnowała pijanego brata. Wszyscy hulali. Obudziłem się rano na górze. Wstałem jako jeden z pierwszych. I zasiadłem do komputera. :)
Czas wrócić do codziennośći.

Zainspirowany rozmowami na temat Norwida – poety który wymaga od czytelnika myślenia napisałem. Chcę żebyście więcej refleksji wyciągali sami – ja wam podaję suche informacjie i historie.
Pozdrawiam – Bezimienny Mateusz