bezimienny15 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2005

W Edyymburgu obejrzałem pare niesamowitych budynków, zamek i wspaniałe uliczki pełen sklepów dla turystów ze spódniczkami dla facetó – kiltami. Pociągiem pojechałem do siostry. Miszkała ona wraz ze swoim chłopakiem w małym miasteczku położonym na zboczu góry pomiędzy Glasgow i Edymburgiem – trochę na południe. Czuję że jest to jdno z takich miejsc które mógłbym pokochać i spędzić życie. Ustaliłem dzieki tej wizycie miejsca gdzie chciałbym jeszcze spędzić kilka miesięcy, są to między innymi – Canada, oczywiście Japonia, Irlandia i Norwegia. Czytam właśnie angielskie książki – jak przeżyć w Japoni :). Wczoraj byłem z siostrą kilka mil stąd na jednej górce – punkcie widokowym. TO było najbardziej ekscytujące przeżycie chyba w moim życiu – wdrapałem się na 1,5 metrową kolumne z mapą gdzie co jest i naszczycie tej góry, skąd mogłem oglądać dookoła Szkocję stałem czując na sobie silny wiatr – widziałem wszystko od zatoki przy Edymburgu wraz z duzym mostem koleowym po gory przy Glasgow i na polnoc, na poludniu widzialem olbrzymie wiatraki – elektrownie wiatrową.
Szkoci są dziwni owszem ale również bardzo mili. Pamiętam jak czekałem na autokar do Londynu, siedziałem na przystanku gdy czarnoskóra kobieta pod 40, wyciagnela czekoladki i najpierw poczestowala mnie pozniej sama wziela sie za degustacje – heh nie no nie chodiz mi o fakt ze ktos daje mi czekoladke ale :D heh to ze siedze sobie na przystanku i kobieta obok czestuje mnie to w polsce heh mogloby byc tylko chyba odebrane jako proba :D nafaszerowania mnie jakimis srodkami :P bo nikt normalny by czegos takiego nie zrobil. hmmm no może nie jest to super przyklad ale chce zebyscie zrozumieli jak bardzo jestesmy inni uwazam ze jestesmy gorszym spoleczenstwem, to ze w szkocji kazdy na ulicy mowi mi dzien dobry a w autobusie kazdy mi dziekuje – to jest element innej kultury i wychowania. Pani w sklepie dziekuje ci jak wychodzisz nawet jak nic nie kupilem, czy nawet zrzucilem cos niechcacy to dziekuje mi za wizyte. Bylo tam jednak cos co trudno mi bylo zniesc – Polacy. Zszedłem na sam dół miasteczka do autobusu – polakow poznaje sie z daleka – z bliska sie słyszy (Kurwa…kurwa…kurwa ja pierdole …) Rodakow jest tam stanowczo za duzo i za duzo jest tych co psuja opinie o nas. Anglików mozna pokochac, polaków znienawidziec (niby wszystko fajnie ale jak awans czy cos to wydrapia sobie oczy). Wrocmy jednak do szkocji. Otoz znalazlem prace – jako sprzatacz. Pracodawca byla miedzynarodowa firma zajmujaca sie zatrudnieniem – Addeco. Sprzatalem po 3 godziny dziennie w markecie ogrodniczym w moim miasteczku. Praca jest 5 dni w tygodniu – umowe mialem na dwa tygodnie. Pracowalem wraz ze szkotem. Lubilem to – lekka latwa i przyjemna praca 30 zł za godzinę rano tak ze caly dzien od 10 mialem wolny, czego wiecej chciec od zycia?? fakt – zarabialo sie tyle co na zycie ale :D jezeli pracujac trzy nocki na tydzien na hali mam ponad 200 funtow za tydzien (i 4 dni wolne) to juz naprawde zyc nie umierac ;). Fakt ze nie jest to to samo co inzynier czy ktos ale mozna oderwac sie od polski od polskiego spoleczenstwa od problemow. myslalem w pewnym momencie ze wyjechalbym gdzies sie zaszyl pracowal sobie i zapomnial o wsyztskim – o polsce o rodzinie o domie o szkole o sobie. Bywalbym sobie w pubie czy na koncercie, do szkoly tam moge sobie tez chodzic. Teraz jak juz wrocilem – nie zaluje – nie bylo tam tak latwo – zaduzo polakow bo wakacje, ale zawsze to jakis pomysl na przyszlosc – gdy bedzie trzeba wziasc do serca zasade „fuck the system” :). W szkocji najbardziej wspominam naszą wyprawę na 2200m :D. To był weekend. W sobotę pojechaliśmy do miejscowosći Sterling. Stamtąd na piechote do pasma gór za zatoką. Szlak turystyczny szedl jedynie dookoła gor, gdzieniegdzie dojazd miedzy gorami do zagrod z owcami. Na szczyt zadecydowalismy sie isc na przelaj – wspinaczka. Ekwipunek nasz byl kiepski – ja buty a’la do garnituru, siostra na obcasie, jej chlopak adidasy. Mielismy dwa spiwory jeden kiepski namiot. Na szczyt wspielismy sie juz gdy bylo ciemno. Mielismy problem z oddychaniem – z powodu silnych wiatrow i przestrzeni bez ani jednego drzewa. Widoku z góry nie da wam żaden program National Geographic. Wąwóz z rzeką w dole, zielone olbrzymie pasma gór a u dolu male swiatelka uliczki – miasteczka i miesciny dalej jak sznureczek -zatoka i rzeka. Zeszlismy troche nizej znalezlismy strasznie krzywy ale przynajmniej bezwietrzny kawalke ziemi i rozbilismy namiot rano zwinelismy sie i ruszylismy grzbietami hmur do miejsca gdzie zejscie byloby mniej stroem jednak zmuszeni bylismy zlazic powoli po kamieniach. Pozniej natomiast dlugasnymi serpentynami z ktorych widok krajobrazu zapierla dech w piersiach zeszlismy – bylo juz popoludnie – do wieczora musielismy dojsc do miasteczka Falkirk skad mielismy autobusy do domu. Jednak nie doszlismy tam na czas. Bylo juz ciemno, zle dobrane obowie dawalo sie we znaki – ledwo chodzilismy w malej miescinie, w pubie zamowilismy taksowke ktora w nocy przywiozla nas do domu. Problem byl taki ze o 6 musialem wstac od pracy wiec powrot byl pilny. Spedzilem tam cudowne dwa miesiace. Z samolotu z lotniska we Wroclaiwu pojechalem autobusem do babci – nastepnego dnia pozegnalem sie z nauczycielka japonskiego – Idzumi. Przyznam ze moze nie kazdy to zauwazyl ale ona ze lzami w oczach (slyszalem to tez w glosie) przywitala mnie – myslala ze juz nie zobacyz mnie. Ja jednak juz coraz bardziej jestem nauczony do pozegnan. Od dziecka pamietam – kolonie obozy klasy, wyjazdy, nowe szkoly, kursy, miejsca, imprezy zawsze przychodzil moment pozegnania – wiec najlepiej sie nie zzywac i nie przywiazywac. Szokiem byla dla mnie podroz do domu do jelcza laskowci. Wracalem PKS’em – rozwalajacy sie stary autosan w ktorym drewniana podloga lamala sie, byla powyginana w tak dziwnych kierunkach, barierki powyrywane drewno wewnatrz autobbusu bvylo spruchniale a siedzenia lataly luzno. Kierowca spytał się „Czego?!” Wtedy pomyslalem – tak to musi byc Polska :)

Czasem Daniel – uczeń Secendary School lat 14 gotował obiad – to co w tym tygodniu nauczył się w szkole. Była to szkoła tak jak nasze gimnazjum – czyli idzie tam każdy. To się nazywa przystosowanie do przyszłego życia. Moja klasa była bardzo zróżnicowana pod względem wieku i kraju pochodzenia, składała się z około 12 osób (częśc szybciej wyjechała częśc później przyjechała). Svetlana z Rosjii mieszkająca teraz w Holandi, ok 50 lat – uprawiająca zakazaną w Chinach sztukę Falun Dafa integracja umysłu z ciałem i relaksacja. Adrianna z Polski ok. 30 lat, żona lekarza, Paulina z Polski ok 30lat studentka, Katie z Hiszpani 16lat, Sara z Hiszpani 21 lat – pracująca jako kelnerka w hiszpańskiej restauracji La Tasca, Dora z Węgier 19 lat, Luigi z Włoch 30lat, Gabriel z Francji 19 lat (jeden z lepszych kumpli tam), Marine z Francji ok 19 lat Lucie i 2 inne koleżanki bywały tylko na lekcjach popołudniowych, Denisa ze Słowacji – 17lat rodzice prowadzą w tej miejscowości restauracje, Julia ok 30lat z Austri, Pavlina z Czech ok 30lat- mąż pracuje dla Simensa, Malwood czyt. Malut z Iraku 15lat – lepszy kumpel, wiąże się z nim chyba najciekawsza historia – przyjechał do Angli w kwietniu ciężarówkami, adoptowała go angielska rodzina – Jego nowa mama jest czarnoskórą kobietą wraz z 8 dziecmi chodzącą o kulach, jest niepełnosprawna. Rodzice jednego z jego nowych braci (też adoptowanego) zginęli. W pierwszy piątek podczas mojego pobytu w Angli pojechaliśmy z klasą do zabytkowego miasteczka – Winchester – piękne miasto z niesamowitą katedrą. Poznałem co to jest kolej, bez porównania z polską, krajobraz w Angli jest cudowny -pola łąki i małe wioski. W weekend pojechałem już samemu do kamiennego kręgu celtyckiego -Stonhange. Przyznam że robi wrażenie, jednak masa turystów na chodniku dookoła zmusza mnie do stwerdzenia że lepiej zainwestować w dobry film wideo – wygląda lepiej. Wróciłem o 16 i do północy żyłem oglądając koncert charytatywny w Londynie Live8 Aid. Największym przeżyciem dla mnie był występ Pink Floydów na koniec i to jak Watters przytulił Gilmura, aż niemogłem uwierzyć. Utwór Money – brzmiał mi jeszcze w uszach.
W czwartek w szkole wszyscy od rana mówili o zamachach w Londynie, wracając ze szkoły miałem dowiedzieć się o bilety do Londynu (Weekend miałem spędzić w Londynie u cioci) jednak przed wejściem był zamieszanie – uuzbrojona policja przeszukiwałą bagaże wszystkich. Wróciłem na autobus, na stacji autobusowej stała od południa karetka na wszelki wypadek. W domu powiedzieli że niemogę jechać do Londynu – wszyscy się booją. Byłem tylko na Barbecq w Londynie w sobote wieczorem a w niedziel już w małej miejscowości 150km od Londynu na Barbeq u znajomych mojej rodziny. Małrzeństwo u którego spędziliśmy dzień było całkiem ciekawe- on z Kanady ona z Irlandi, oprócz tego byli bardzo mili i ciekawie sie z nimi rozmawiało – mili jak większość anglików. W ostatni piątek w szkole pojechaliśmy do Salisbury. Również niesmowite miasto -większe od WInchesteru. Kocham angielskie parki. We wtorek wyjechałem do LOndynu. Bagaż dałem do przechowalni na Victoria Coach Station i ruszyłem na miasto – obszedłem Big Bena, budynek parlamentu, byłem w kilku parkach i przy Buckingam Palace i nad Tamizą wraz z olbrzymim kołem jak w wesołym miasteczku (mój tato był jak stawiali je i liny im pękały :) pare lat temu) o 23 00 autokarem (kosztował tyle co samolot w easyJet ale przynajmniej nie zatyka uszu :D, całą noc jechałem do Szkocji, nad ranem oglądając przez okno piękne tereny zielono górsko skaliste Szkocji.
Rano wysiadłem na dworcu autobusowym w Edymburgu.
Tu zaczyna się drugi miesiąc mojego podbijania Wysp Brytyjskich troche trudniejszy -tu już miałem szkołę życia – w Angli mieszkałem u rodzinki tu wynajmowałem pokój u Szkotów. Jednak na część trzecią zapraszam później, teraz zachęcam do komentowania i czytania drugiego mojego bloga (http://krypta666.blog.pl) jak i wczesniejszych notek i tu i tam. Pozdrawiam Mateusz

Z okien samolotu widziałem już ląd. Statki wypływające na morze – Anglia…
Wszystko zaczęło się rok temu, gdy rano wróciłem ze SLOT ART FESTIVALU i obudziwszy sie w południe zadzwoniła rodzina z Angli. Oprowadziłem ich (ciocia wójek i czwórka dzieci – 3 chłopców 11-14lat i córeczka 8 latek) po Wrocławiu. To był pierwszy raz kiedy wogóle ich poznałem. Później emailowalismy. Pod koniec czerwca 2005 roku, tydzień przed zakończeniem polskiego roku szkolnego wyjechałem tam na kurs jezyka Angielskiego do koledżu. Z dalszą rodziną poznaną rok wcześniej spędziłem jeden pełny miesiac. Przyjechałem do nich w sobotę, w niedzielę pojechaliśmy na piknik polskiej szkoły z Reading. Nasz piknik był po jednej stronie dworku, po drugiej stronie swój piknik miały polskie szkoły z Londynu. Zabawne wtedy było dla mnie to że wyjechałem do Angli, a tu polska piekarnia na pikniku, polskie piwa (to również w większości sklepów) i ludzie zewsząd mówiący po polsku, setki ludzi. Obok naszego pikniku, nad rzeką odbywały się zawody kajakarskie kobiet. W małej wioseczce widzianej na końcu alei drzew prowadzących od dworku. Usiadłem na pieknej zielonej łączce. „Tu jest extra” – stwierdziłem. Inną rzeczą jaka mnie zachwyciła to samochody – non stop oglądałem tam samochody które w Polsce możemy zobaczyć tylko w niezłych programach motoryzacyjnych.
Mój pokój mieścił się na góreze przy schodach. Wieczorami czytałem Harrego Poterra – najnowszą część (premiera była tu w lipcu).
Szkoła tutaj również mnie zachwyciła. Szkoła technologi więc sale komputerowe i różny sprzęt – istne cudo, ale nic nie przebije wydziału Mediów mojego koledżu: nowy samochód do nadawania programów na żywo, z całą aparaturą w środku – i to wszystko dla studentów… (W polsce TVN24 jeździ takowymi tyle że troche starymi). Atmosfera w szkole w Angli niesamowita, czasem jednak wracałem ledwie żywy. O siódmej rano wstawałem, zjadałem śniadanie (tosty i kakao :D za dużo się nie da tu wymyślać) i po zrobieniu lunchu o 8 25 jechałem autobusem do centrum gdzie miałem godzinę do lekcji. Te natomiast zaczynały się o 10 trwały 3 godziny z 20 minutową przerwą, później godzina przerwy na lunch i o 14 zaczynałem albo 3 godziny z przerwą lekcję w centrum języka (takie studio z komputerami, programami do nauki języka, magnetofonami (do nagrywania i powtarzania, z TV i Video, internetem, prasą książkami do nauki i nauczycielką z którą zawsze prowadziliśmy dyskusje na wybrany temat. W 3 tygodniu zajęć zmieniłą się ta dróga część lekcji – od tąd mielismy 2 godziny lekcji ze studentami i godzinę w laboratorium języka. O 18 byłem wdomu.

O wycieczkach, mojej klasie aż do momentu wyjazdu do Szkocji do siostry i życia przez miesiąc w tym rejonie świata w następnych notkach już wkrótce. Zapraszam do komentowania i czytania http://Bezimienny15.blog.pl i http://Krypta666.blog.pl Pozdrawiam mateusz


  • RSS