bezimienny15 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2004

Panią Barbarę B. poznaliśmy kilkanaście lat temu. Gdy byłem niemowlakiem, mieszkałem z rodzicami i siostrą w podwrocławskiej wsi Miłoszyce. W tej samej miejscowości żyła Pani Basia. Właśnie wróciła z USA z malutkim synkiem Adasiem, musiała zająć się starzejącymi się rodzicami i kilkunastoletnim bratankiem. Brat pani Basi- zapalony taternik zginął wraz z żoną tragicznie w górach, zostawiając syna Marka.
Okazało się że mój tato zna panią Basię z lat młodości, z wrocławskiego klubu wysokogórskiego i wkrótce doszło do odnowienia znajomości. Powiało szerokim światem dzięki jej barwnym opowieściom.
Pani Basia ułożyła sobie życie w Miłoszycach. Teraz Marek już dawno dorósł, prowadzi Wrocławską Szkołę Capoiery (brazylijska sztuka walki połączona z tańcem), którą to sztukę doskonalił w Brazylii. Adaś ma 12 lat, a pani Basia jest programistką w znanej firmie komputerowej. Praca zabiera jej dużo czasu. Starając się wynagrodzić Adasiowi częste nieobecności w domu, wybiera się z nim w wolnym czasie na ciekawe wędrówki, czasem, tylko w okolice Zakopanego a czasem np. rowerami po Szwecji. No i stale żywe są wspomnienia jej wcześniejszych podróży i wspinaczek z lat młodości.
Jej ciekawa biografia sprawiła że wybrałem ją na bohaterkę wywiadu.

n Czy mogłaby mi Pani opowiedzieć, jak i kiedy trafiła pani w wysokie góry?
n Zaczęło się od brata Czesława. W 1971 roku był on na prelekcji Wandy Rutkiewicz, po czym zapisał się do Klubu Wysokogórskiego. Wyjechał na szkółkę wspinaczkową w Rudawy Janowickie. W grupie był m.in. z Krzysztofem Wielichem, Bogdanem Nowaczykiem (zginął w 1975) i Leszkiem Białym (zginął rok później).
W 1972 brat wziął mnie w skałki. Potem pojechałam w Tatry na szkółkę taternicką na Hali Gąsienicowej, a po jej skończeniu wspinałam się w Tatrach Polskich i Słowackich, w Bułgarii. Na pierwszą wyprawę w Alpy pojechałam w 1975r. – właśnie skończyłam studia – Wydział Mechaniczny na Politechnice Wrocławskiej. Była to forma wymiany studentów. Z klubu wspinaczkowego załatwialiśmy pieniądze, wizy i paszporty – w tamtych czasach było o to trudno. W Alpach zafascynował mnie pokaz sztuki wspinania po ścianach lodowych i późniejsze treningi.
Mój pierwszy samodzielny wyjazd w Alpy i w ogóle „ na zachód” odbył się w 1976 roku. Dołączyłam do grupy z Łodzi. Byłam z nimi tydzień. Z jednym z łódzkich kolegów weszłam na Mount Blanc (ponad 4000 m) drogą wspinaczkową od strony Włoch, a zeszliśmy po stronie francuskiej. Łódzka grupa wróciła, a ja natomiast zwiedziłam autostopem Rzym, Florencję, Neapol i Sycylię, po czym wróciłam w Alpy i wspinałam się sama. Usiłowałam ponownie zdobyć Mount Blanc, niestety ponownie zrezygnowałam, przestraszywszy się upadkiem, wróciłam na dół.
Powróciłam do Polski. Zimą wspinałam się w Tatrach czasem w Bułgarii w lecie zaś oprócz Tatr i Bułgarii, czasem w Alpach. Szczególnie pamiętny był dla mnie rok 1978.
n W tym roku wybrano polskiego papieża….
n Tak, i w dniu jego wyboru Wanda Rutkiewicz zdobyła Mount Everest
Jednak dla mnie był to rok szczególny także z osobistych powodów. Najpierw wyjechałam w Tatry z bratem Czesławem Bajsarowiczem i jego żoną Zosią Łopaczyńską. Później zorganizowaliśmy wyprawę w Alpy Włoskie, dofinansowaną z klubu. ( Na takie wyprawy braliśmy własny prowiant na cały pobyt, aby nie wydawać pieniędzy na miejscu, których nie mieliśmy za wiele.) Zrobiliśmy parę ambitnych wejść na Mount Blanc m.in. trasa Grand Jurasse. Wróciliśmy szczęśliwi do Polski, a w grudniu tego roku miał miejsce tragiczny wypadek mego brata i Zosi i w Tatrach, zginęli w lawinie nad Czarnym Stawem. Po tym wydarzeniu mój pociąg do gór osłabł. To był duży wstrząs.
· Jednak wróciła pani w góry i to coraz wyższe?
n Gdy nadszedł stan wojenny w 1981 nastąpiła ponowna mobilizacja. Wyjeżdżałam w Tatry i Alpy. To było okno na świat. W 1983 z grupą PTTK przy klubie wspinaczkowym byłam na trekkingu (do 6000 m, mało wspinaczki) w Pakistanie. Wyprawa ta obfitowała w doświadczenia organizacyjne i pomogła zdobywać fundusze na dalsze wędrówki ( W Azji przećwiczyliśmy „wymianę”- handel, aby coś zarobić.) Jeździliśmy prawie co roku.
n Następna wyprawa była w Himalaje (również trekking) w rejon Annapurny. W roku 1985 tzw. „Babska wyprawa w Himalaje” (ok. 5 dziewczyn i 2 panów- małżonek Duśki Wach Ludek Domański i Lekarz anestezjolog z Katowic). Kierownikiem wyprawy była Duśka Wach. Aby zarobić, zdobywaliśmy pieniądze od sponsorów w Polsce, malowaliśmy kominy w Katowicach. Jednak wyprawa na szczyt Nil Giri (ok. 7800m.) nie osiągnęła sukcesu- zawróciliśmy. Po powrocie do Polski – Tatry i Alpy. W 1986 wyjazd w Pamir (prawie 7200 m) gdzie zdobyłam swój najwyższy szczyt- Pik Korzeniewski. W Pamirze poznaliśmy wspinających się z Alaski. W 1987 wyprawa na Szpicbergen, na biegówkach ok. 200 km do Polskiej Polarnej Stacji Badawczej. W 1988 ponowny wyjazd do Pamiru. Na 7000 m zrezygnowałam z powodów zdrowotnych. Nawiązaliśmy jednak z Polski kontakt korespondencyjny z Alaską, dzięki czemu z myślą o wyprawie na Alaskę, dostaliśmy zaproszenie potrzebne do uzyskania Wizy, którą dostaliśmy i w 1989 wyprawa na Alaskę odbyła się. Wraz z koleżanką Ewą Gorzkowską udało nam się dostać na Mount McKinley. Po tym sukcesie odbyłyśmy wycieczki najpierw na Alasce nad Ocean, w Kanadzie w Vancouover, później po USA. Mieliśmy tygodniowe bilety na autobusy GreenHound. Skierowaliśmy się do Kalifornii, odwiedziłyśmy znajomego warszawiaka poznanego na Szpicbergenie, poczym zwiedziłyśmy Grand Canion, Disney Land, New York wraz z World Trade Center. Wróciłam do Polski z dzieckiem po dwóch i pół roku.
n Jakie wydarzenie Pani szczególnie pamięta?
- Tragiczny wypadek brata z żoną w Tatrach, nad Czarnym Stawem na Owczej przełęczy, spowodowany lawiną.
n Czy jest coś czego Pani szczególnie żałuje?
- Nie, niczego.
n Teraz słowo sukces jest bardzo modne. Czy szukała Pani sukcesu czy raczej spełnienia swojej pasji?
- Oczywiście, że pasja! Nie stanowiło dla mnie problemu zrezygnowanie z wejścia np. bo źle się czułam, czy bo jest zła pogoda, ważniejsze było samo wędrowanie i ogromne poczucie wolności, swobody jakie dają góry.
n Co było ważniejsze w wyprawach: indywidualizm czy umiejętność działania w grupie?
- Raczej to drugie.
n Co by pani doradziła początkującym entuzjastom gór?
n Aktywność życiową, ciekawość świata, bo to ważniejsze jest niż zdobycie szczytu.
n Chętnie wspomina Pani swoje podróże?
- Kontakty z wypraw pozostają żywe. Od czterech lat urządzamy z koleżanką z wyjazdu na Alaskę pokazy przeźroczy w Zakopanem, wspominamy. Wspomnienia przeżytych przygód niewątpliwie dodają nam energii, pomagają rozwiązywać problemy życiowe.
n Jak to się stało, że po Alpach, Himalajach, Szpicbergenie i Alasce wylądowała pani w firmie komputerowej?
- Inklinacje (zamiłowanie) do komputerów zaczęło się od studiów. We Wrocławiu pisałam pracę magisterską na słynnym komputerze „Odra”, a w Nowym Jorku przeszłam kurs komputerowy (m.in. program Auto Cat i tworzenie programów). Po powrocie z Ameryki zaczęło się życie rodzinne, przestałam się wspinać. Zostałam w domu. Rozglądałam się za pracą. Dzięki koledze z Klubu Wysokogórskiego zaczęłam handel obwoźny, jednak nie byłam z tego zadowolona. Inny kolega z klubu założył firmę informatyczną we współpracy ze Szwedami, ja zatrudniłam się. Potem zmieniłam firmę i przeszłam do firmy dającej lepsze perspektywy. Wciąż się dokształcam , zdobywam nowe wiadomości i umiejętności. To praca pełna nowych wyzwań i bardzo mi odpowiada.
n Czy ma Pani jakieś określone plany na przyszłość, marzenia?
- Na pewno, lecz wolałabym na razie nie mówić, nie zapeszać. Nie są one jeszcze bardzo konkretne, raczej nie wspinaczkowe, na miarę moich możliwości- zwłaszcza zdrowotnych.
n Życzę, aby te plany spełniły się jak najszybciej.

Wywiad z Panią Barbarą Bajsarowicz przeprowadził Mateusz Dąbkowski z Gimnazjum nr 38 przy Zespole Szkół nr 4 we Wrocławiu. Wywiad autoryzowany. Od września uczę się w Liceum Ogólnokształcącym nr IV we Wrocławiu.
W trakcie wywiadu do Pani Basi zadzwonił Włodzimierz Szczęsny znajomy z Klubu Wspinaczkowego który pod koniec stycznia 2004 wybiera się do Patagonii w Ameryce Południowej.

Wszelkie Prawa Zastrzezone!
Jako Ciekawostkę dodam że, na wakacjach karczowałem dom koleżanki p.Barbary- p.Ewy… :) Pod Miliczem, później tak wszystko poprzekręcałem żeby zdezorientować wszystkich gdzie jestem i wybrałem się do Szczecina :). Pozdrawiam

Użytkownik Ella napisał:
>Drogi serwisie techniczny !
>
>W ubieglym roku zmienilam CHLOPAKA 5.0 na MEZA 1.0 i
>zauwazylam znaczny spadek wydajnosci dzialania, w szczegolnosci
>w aplikacjach KWIATY i BIZUTERIA, ktore dzialaly bez zarzutu w
>CHLOPAKU 5.0
>Dodatkowo MAZ 1.0 odinstalowal kilka bardzo wartosciowych
>programow takich jak ROMANS 9.5 i ZAINTERESOWANIE 6.5 a w zamian
>zainstalowal niechciane PILKA NOZNA 5.0 i BOKS 3.0
>ROZMOWA 8.0 nie dziala zupelnie, a aplikacja SPRZATANIE DOMU
>2.6 po prostu zawiesza system.
>Uruchamialam KLOTNIE 5.3 aby naprawic problem, ale
>bezskutecznie.
>
> DESPERATKA
>
>
> DROGA DESPERATKO !
>
> Na wstepie pragniemy zwrocic Twoja uwage iz CHLOPAK 5.0 jest
>pakietem rozrywkowym , podczas gdy MAZ 1.0 jest systemem
>operacyjnym . Sprobuj wprowadzic komende:
> C: MYSLALAM ZE MNIE KOCHASZ
> sciagnac LZY 6.2
>oraz zainstalowac WINE 3.0
> Jesli wszystko zadziala jak powinno MAZ 1.0 powinien
>automatycznie wlaczyc aplikacje BIZUTERIA 2.0 i KWIATY 3.5
>
> Pamietaj jednak iz naduzywanie aplikacji moze doprowadzic MEZA
>1.0 do wystapienia bledu GROBOWA CISZA 2.5 lub PIWO 6.1
>PIWO 6.1 jest bardzo nieprzyjemnym programem, ktory moze
>wlaczyc plik GLOSNE CHRAPANIE. MP3
>Cokolwiek bys nie robila, pamietaj jednak, zeby nie instalowac
>TESCIOWEJ 1.0 !!!!
>Nie probuj tez instalowac nowego programu CHLOPAK .
> To nie sa wspolpracujace aplikacje i zniszcza MEZA 1.0.
>
>Sumujac MAZ 1.0 jest wspanialym programem, ale ma ograniczona
>pamiec i nie moze szybko wlaczac nowych funkcji.
>
> Musisz przemyslec mozliwosc zakupu dodatkowego oprogramowania
>dla poprawienia pamieci i wydajnosci MEZA 1.0
> Ja osobiscie polecam GORACE JEDZENIE 3.0 lub BIELIZNE 7.7
>
> Powodzenia
> SERWIS TECHNICZNY

Siedzę sobie w poczekalni, czekam na moją kolej do alergologa. Czuję wibracje telefonu. Dzwoni do mnie jakiś nieznany mi numer stacjonarny. Odbieram.
- Dzień dobry, czy jest pan Tumisi? – odzywa się głos przypominający Panią w biurze na stanowisku sekretarki.
- Słucham?
- Czy jest może pan Tumisi?
- Nie, raczej nie.
- Czyli nie ma możliwości rozmawiania z panem Tumisi?
- Eee, no raczej takiego nie ma…
- Acha dziękuję, dowidzenia.
Heh Jak na jakiś kawał pasuje, tylko gdyby nie ten głos ala sekretarka wdodatku :D bez wybuchu ani duszenia w sobie śmiechu :D.
Jadę tramwajem. Z przodu wagonu wsiadła babcia. Nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt że owa babcia była w dżinsach, adidasach, z torbą malboro, kurteczką ADIDAS, do tego czarna skórzana torebka i złote kolczyki :) :D hehe to sie nazywa stare pokolenie sportswoman :D ;).
Zadziwia mnie fakt że gdy napisałem o śmierci i smaobójstwach tyle osób mi pokomentowało notki :D. I :D zaczne niedlugo przypuszczac ze to zalezy przedewwszystkim od treści. Chociaż i tu znajduje odchyły. Ostatnie notki były włąsnie o śmierci i musialem tygodniami czekac az minium trzy osoby mi skementują a tu dwa dni mam łącznie z trzech blogów kilkanaście komentarzy :D Wiecie kochani :D tylko sie nie przegrzejcie :D wole zebyscie czasem mi reguralnie komentowali zamiast raz a duzo a pozniej nic :D. Niestety wiele osób wciąż nie zostawia po sobie śladów. Również Ci najbliżsi znajomi. :) Pozdraiwam Komentujce zapraszma na inne moje blogi :*

„Drastycznie rośnie liczba samobójstw wśród młodzieży, zwłaszcza chłopców. (…) Co trzecie dziecko myśli o śmierci. (…) Zwykle jednak powodów jest kilka, a u podstaw decyzj leżą długotrwałe problemy i narastający stres. Frustrację potęgują różne zaburzenia psychiczne, typowe dla wieku dojrzewania, np. depresje. Występują one u co trzeciego nastolatka i u większości (60-90%) młodocianych samobujców. Dodatkowo alkohol i narkotyki czesto ułatwiaja decyzję o targnięciu się na życie (pod ich wpływem jest co czwarty samobójca). (…) Wdług policji nieletni samobójcy najczęściej się wieszają. Często rzucają się z wysokości. Rzadziej przedawkują środki nasenne. Po te pierwsze, bardziej skuteczne metody, cześciej sięgają chłopcy niż dziewczęta.
Według danych Policji i GUS rocznie odbiera sobie życie więcej osób, niż ginie w wypadkach drogowych. (…) Zdaniem MSWiA ujawnianych jest ok. 25% prób samobujczych.
Paweł Reszka, Grzegorz Sokóół, PIO.” Gazeta Wyborcza, piatek 16 lipca 2004.

A mówią, że…
„Ta straszna szkoła
Co najbardziej stresuje młodych ludzi? Zdaniem psychologów – szkoła. I to bardziej niż pierwsza praca. (…)”
Gazeta Dzień Dobry (archiwum)
Nie, nie mnie, ja mam sam ze sobą problemy i nie chciałbym żeby było to uznawane za typowymi zaburzeniami psychicznymi nastolatków…

Taki napis widnieje w sali do Polskiego. Zgadzam się z nim. Smutek, żal rozpcz czy zdołowanie jest tylko wtedy gdy mamy dużo czasu, gdy nic nie robimy, gdy odpoczywamy, gdy jesteśmy sami. U mnie w wielu przeżyciach związanych z mają psychiką jest gorzej- to tak nagle tak poprostu atak tego… Wszystko zwala się na mnie. Jestem ostatnio sam w domu. Mało śpie. Czasem napadnie mnie taki stan- to niebezpieczne dla mnie… W szkole jednak super. Klasa fajna szkoła też. Masa osób zna mnie ze Slot Art Festivalu i z Buskerbusa. Jest też troche nauki. Nauczyciele nie są źli.

Pewna znajoma pani, ma znajomych księży. Jeden z nich, dominikanin opowiadał jej raz taką historię:
- Śniło mi się, że siedzę w konfesjonale, spowiadam. Budzę się, a ja rzeczywiście spowiadam! :)

Siedzę na ławeczce na Dworcu Głównym, czekając na pociąg. Moje rozmyślania przerywa kobieca dłoń dotykająca moje ramię. – Byłeś na Slocie? – pyta się dziewczyna, widząc koszulkę Slot Art Festiwalu – Tak byłem. – ucieszony odpowiadam odwracając się bokiem do niej (byłem tyłem) – ja tam mieszkam, byłam na wszystkich. – ja prowadziłem tam warsztaty cyrkowe może widziałas – nie raczej nie niestety. I tak sobie chwilkę rozmawialiśmy. Na koszulce jest namalowana jakby plama, takie pomarańczowe połączone dwa kólka. Jadąc później w niej w tramwaju miałem inną historię. Przy stadionie, wsiada grupa starszego pokolenia kibiców (ok po 30 latek). Rozmawiaja podekscytowani. Jest też żona z mężem i dziewczyna z chłoapkiem. Jeden z chłopaków jest dośc podpity. Co chwilę uderzał w rózne części tramwaju krzycząc WKS WKS!! WKS!! wkońcu gdy złapawszy się poręczy wziął nogi przezucił za siebie, złapał sie nimi uchwytów pod sufitem i wisiał głową w dól krzycząc hasła kipiców Śląska tamci rzucili się go zdjąć, i udało im się posadzić go za mną. On był pijany, ale spoko. W pewnej chwili czuję palec na plecach i słyszę takim dziecęcym głosem „O plamka” Kolego, masz plamke, zobacz plamka :). :D heh wtedy rył sie z tego cały tramwaj :D niewyłączając mnie. Póxniej kibic bawił się w kontrolera „Wszyscy co nie mają biletu dają mi pięc złotych!!” „5 zyla dla mnie jak nie macie biletu” :D itd… Ogólnie spoko :D

TO ŻE NIE DAJĘ NOTEK JEST TERAZ WYŁĄCZNIE PRZEZ WAS!!! MINIMUM 3 Komentarze Żebym mógł dodać nową notke!! Tyczy się to zwłaszcza ZZyciaGimnazjalisty.blog.pl i Krypta666.blog.pl! Nie dodam notki dopoki nie skomentujecie notek. Tak więc to właśnie od Ciebie zalezy skoro to czytasz kiedy pojawi się nowa notka. Wiele notek juz przepadło przez to. Zapraszam na Inne moje blogi, Komentujcie pozdraiwam

„Najlepszą część życia człowieka stanowią jego przyjaźnie” Abraham Lincoln – taką sentencję dostałem na zakończenie gimnazjum.
Chcę tu dać wam więcej sentencji i napisać parę rzeczy.
Każdy uczestnik SlotArtFestivalu dostał informator. Teraz napiszę wam wstęp:

„Czas jakiś siedzieli w milczeniu, spoglądając na rynek i przechodniów. Pierwszy odezwał się starzec:
- Dlaczego zajmujesz się owcami?
- Bo lubię podróżować.
Starzec wskazał na sprzedawcę prażonej kukurydzy, który stał na rogu placu ze swoim czerwonym wózkiem.
- Ten człowiek też pragnął podróżować gdy był dzieckiem. Ale wolał kupić maleńki kramik na kółkach, by sprzedawać prażoną kukurydzę i całymi latami oszczędzać pieniądze. Gdy już będzie stary, spędzi miesiąc w Afryce. Nigdy nie zrozumiał, że zawsze mamy możliwość robienia tego, o czym marzymy.
- Powinien był zostać pasterzem- pomyślał głośno chłopiec.
- Pewnie, że o tym myślał- rzekł starzec- Ale sprzedawcy prażonej kukurydzy liczą się bardziej niż pasterze. Mają dach nad głową, a pasterze śpią pod gołym niebem. Poza tym ludzie wolą wydawać swe córki za sprzedawców prażonej kukurydzy niż za pasterzy.”
Paulo Coelho „Alchemik”
„Dni które przejdziesz pośród ludzi, warsztatów, dźwięków, niech będą krokami na drodze odkrywania tego kim jesteś i jaka jest Twoja opowieść która czeka na dokonanie się.”
Tutaj opowiem wam jeden z wątków mojego pobytu na festiwalu. Otóż Byłem na którymś z kolejnych koncertów. Ostra muzyka, ale katolicka. Naprawdę ostra. Ciężkie brzmienia. Wszedłem w tłum przed sceną będący w transowym tańcu gdzie do muzyki ludzie skakali, kręcili głowami (włosy- nie pamiętam jak to się nazywa). Przy mocniejszych kawałkach wpadaliśmy w taki trans że wszyscy się przepychali podskakując Była to wręcz walka. Ale jest tu różnica. Może tym właśnie wyróżnia się muzyka chrześcijańska. Ludzie tutaj w tym transie różni- większość hardcorowi metale, część z irokezami…. I wśród tych przepychanek popchnąłem jednego rozpychającego się przede mną, podkładając mu haka nogą. Obrócił się i tylko zerknął na mnie, poleciał na inną grupkę przepychających się. Z powrotem znalazł się na swoim miejscu przede mną. Wśród ciężkich, pięknych brzmień muzyki tym razem to ja poleciałem do tyłu na ziemię, gdy tłum przepychających się przesunął się szybko w moją stronę- a ja sam tam zmierzałem, byle w centrum. I plecami dotknąłem ziemi będąc w środku tego tłumu. Chłopak który dopiero co był popchnięty przeze mnie na ludzi przed sobą podniósł mnie, z uśmiechem, i wróciliśmy do hmmmm powiem „tańca” :D jeśli można to tak nazwać. I to była dla mnie chwila refleksji. Najpierw widząc „agresywnego gościa przede mną, będąc jak wszyscy w transie porywającej muzyki, pchnąłem go w tłum, podchaczając nogą. a gdy ja chwilę później leżałem, on podaje mi rękę.

SLOT czyli Stowarzyszenie Lokalnych Ośrodków Twórczych. Slot jest platformą jednoczącą ludzi… Slot to bardziej ruch niż organizacja- trudno wytyczyć granice ideom, zwłaszcza jeśli jej nośnikami są ludzie. Slot po angielsku oznacza szczelinę. Dla nas to Szczelina wyłamania w ludzkiej nietolerancji i braku ambicji, Slot to również przestrzeń gdzie spotykają się ludzie otwarci i chcący dzielić się sobą, swoją sztuką i umiejętnościami. Www.slot.org.pl.

„W tym roku odbędzie się 12. Edycja SlotArtFestivalu. Po raz trzeci uczestnicy zagoszczą w pocysterskim zespole klasztornym w Lubiążu- jednym z najcenniejszych i największych barokowych kompleksów klasztornych w Europie Środkowej.
Tegoroczny festiwal oferuje mnóstwo atrakcji w ramach: koncertów muzycznych, imprez klubowych (clubbing, koncerty unplugged itp.), sztuk wizualnych (m.in. teatr, kino, galerie, performance), warsztatów (fotografia, gra na instrumentach, komputery, sportowe- łącznie około 65 warsztatów), wykładów (zagadnienia społeczne, filozoficzne, społeczne, etc.).
Organizatorzy przygotowali pole namiotowe w parku otaczającym klasztor, przedszkole dla dzieci (dla nich przewidziano specjalny program), targowisko z punktami prezentacji organizacji pozarządowych, punkty sprzedaży. Wioska festiwalowa gotowa jest na przyjęcie 5tys. osób. (…)”
Gazeta Semestr

Żałuję że nie było mnie na dwóch imprezach: Castle Party w Bolkowie i Woodstock 2004 w Kostrzynie.
O Castle Party Gazeta Wyborcza pisała tak:
„Zlot czarownic
Rozpoczyna się największe święto wszystkich fanów brzmień mrocznych.
Czarno odziani miłośnicy niespokojnych dźwięków zjadą na zamek do Bolkowa już po raz jedenasty. Festival CastleParty pod względem gotyckiego rozmachu nie ma sobie w Polsce równych…”
Na woodstock pojechała spora część uczestników Slot Art. Festivalu. 300 tys. ludzi, muzyka robi wrażenie.


  • RSS